sobota, 7 sierpnia 2010

Bavaria Apple Malt O%

Kontynuując temat piw bezalkoholowych... Właściwie wcale nie miałam ochoty na bezalkoholowe, ale skusił mnie napis "apple malt", ponieważ od powrotu z UK szukam czegoś podobnego do cydru. Całą Łódź (piwną mekkę) z Hedonistą objechaliśmy i nic. W rodzinnym mieście - nic. W Almie i Piotrze i Pawle - nic! Cydru nie ma. Jak się zrobi chłodniej trzeba będzie po prostu zrobić w domu:)
Wracając jednak do tematu. Bavaria obok cydru nawet nie leżała, ale jest zrobiona z samych naturalnych składników, więc smakuje całkiem przyjemnie. Taka lekko gazowana jabłkowa oranżada. Jednak o niebo lepsze od sztucznego i nabuzowanego CO2 Redds'a, który z kolei nigdy nie leżał obok piwa.
W jednym zdaniu podsumowując: Bavaria to fajny napój, szczególnie na gorące dni. Wkrótce wypróbuję wersję alkoholową.

A cydru nadal będę szukać. Jakby ktoś znalazł gdzieś, to proszę kupić dla mnie, ojczyzna Wam tego nie zapomni :)

Szaszłyki z kurczaka z pesto paprykowym i sosem ziołowym na bazie mleka kokosowego

W związku z tym że mamy weekend, a w weekend mamy z żoną świecką tradycję i to ja robię obiady. Dziś zainspirowany "kwestią smaku", zmajstrowałem kurczakowe szaszłyki. Na początku podszedłem do tego przepisu dość niepewnie gdyż w potrawie mieszają się między innymi smaki chilli, mleka kokosowego, kurczaka czy cukinii. Ale efekt jest niesamowity, nie tylko mi się tak wydaje, Hedonistka też potwierdza :) Aby dopełnić ten obłędny smak jako aperitif Hedonistka zaserwowała Kir (drink z białego wina i likieru porzeczkowego), który idealnie pasował do tego pysznego kurczaka.

Przepis TU

Rozanielony tymi smakami na deser zaserwowałem sobie Ouzo z lodowatą wodą i anyżkowe ciasteczka.


P.S. Hedonistka mówi że mężczyźni w Polsce z gotowaniem mają problem, więc apeluje: FACECI DO GARÓW!

P.S.2 Wielkie dzięki dla bloga www.kwestiasmaku.com , za inspiracje.

Lech free Vs. Bitburger Drive

W związku z tym, że rozchorowałem się na zapalenia oskrzeli i w "nagrodę" od Pani doktor dostałem receptę na antybiotyki, zostałem zmuszony do spożywania piwa bezalkoholowego. No bo przecież jakieś piwo muszę pić ;) Kiedy parę lat temu nie można było reklamować piwa alkoholowego w naszym "pięknym" kraju, w ofercie większości polskich browarów były piwa bezalkoholowe. Teraz niestety został mi tylko "Lech Free". Piwo to przypomina mi napoje słodowe, gdyż jest dość słodkie, jest to spowodowane słabym odfermentowaniem brzeczki z której uzyskano 0,5% alc., producent próbował to zamaskować chmielem, ale mu nie wyszło. Ogólnie piwo to mi nie smakowało, właśnie przez tą słodycz i bardzo duże wysycenie CO2. Kolor i piana w normie, a główna nuta smakowa oczywiście jest słodowa :) Drugim piwem bez zawartości alkoholu jakie byłem "zmuszony" wypić podczas mojej choroby był "Bitburger Drive" o zawartości 0,0% alc.. Analizując smak jest to chyba normalny Bitburger z odparowanym alkoholem i później nagazowanym sztucznie CO2. Smak o niebo lepszy choć ze zdecydowanie wyczuwalną nutką słodową i mocniejszym chmielem, przez co piwo wydawało mi się ciut zbyt gorzkie. Reszta to standardowy Bitburger czyli słomkowy kolor szybko opadająca piana i klasyczny "lagerowy" smak. Reasumując niemiecki specyfik wygrał w moim plebiscycie na piwo bez alkoholu i jednocześnie żałuję że w Polsce jest taki mały wybór piw "dla kierowców". Nie to co w Czechach czy w Niemczech, gdzie każda większa marka złocistego trunku ma swoją wersję bez alkoholu. Ja bez piwa nie mogę żyć i chciałbym mieć tą możliwość wypić złocisty trunek do obiadu, a potem swobodnie poruszać się samochodem.

czwartek, 5 sierpnia 2010

99. Incepcja


Dwa słowa: MIND BENDING. Genialny, idealne połączenie niesamowitego scenariusza i zapierających dech wizualizacji. Chłonęłam każdą sekundę tego widowiska. Niesamowity. Nie widziałam wcześniej nic podobnego. Nie mam nic do dodania. *

* może tylko to, że sądząc po reakcjach niektórych widzów film nie jest dla każdego i dla wielu okaże się za trudny; zajawka może być myląca - są wybuchy, jest prędkość; w filmie nie o to chodzi; to co widzimy jest narzędziem wzbogacającym niesamowitą fabułę, a nie narzędziem zasłaniającym jej brak; zapewne film znajdzie tyle samo fanatyków co przeciwników, ja się piszę do tej pierwszej grupy :)

środa, 4 sierpnia 2010

Pokonać kostuchę

Książkę Josha Bazell’a widziałam już dawno temu na półkach sklepowych, ale odrzuciło mnie to, że jest reklamowana jako „skrzyżowanie Rodziny Soprano i Dr. House’a”. Rodzina Soprano w ogóle mnie nie rusza, a House’a oglądam, ale z coraz większym sceptycyzmem. Poza tym pomyślałam, że to zapewne kolejny gniot który chce się na plecach doktorka wypromować. Minął jakiś czas i wczoraj weszłam do empiku po płytę dla Taty a przy okazji natknęłam się na górę książek za 50% ceny. Nie mogłam przejść obojętnie, jednak specjalnego wyboru nie było (głównie książki dla dzieci lub takie, które już znam). Pomyślałam sobie, że dobra, już wezmę tę „Kostuchę”. Okazało się, że to całkiem niezła książka.
Historia dotyczy faceta objętego programem ochrony świadków, który aktualnie jest lekarzem, a kiedyś był zabójcą zaprzyjaźnionym z mafią. Akcja toczy się na dwóch planach: dziś/szpital; kiedyś/przygody mafijne, plus kilka momentów kiedy dziś splata się z kiedyś. Czyta się mega szybko, na początku trochę mnie irytowało samo tłumaczenie, ale po 10 stronach jego jakość się poprawia i jest dobrze. Jak na wakacje z sensacją to naprawdę niezły pomysł. Podobno ma być film na podstawie książki (przynajmniej tak jest napisane na obwolucie), potencjał jest duży, więc może być z tego niezły kawałek kina akcji. Naprawdę polecam. Literatura lekka, ale nie głupia i bliżej życia niż Dan Brown, któremu już się skończyły pomysły.

wtorek, 3 sierpnia 2010

98. Brooklyn's finest

Solidne kino policyjne. Losy czterech głównych bohaterów splatają się ze sobą, a może właściwie przecinają. Mamy tu ojca rodziny, który działa na pograniczu korupcji; tajniaka zasiedziałego w gangu narkotykowym; jego przyjaciela gangstera i policjanta tuż przed emeryturą. Dwa tygodnie z ich życia, które oglądamy na ekranie obfitują w stresujące sytuacje, trudne wybory i wiele przykrych zdarzeń. Niestety, nie ma happy endu. Film jest dramatem z nutką sensacji, nie jest wybitny, ale jest dobry.

Niezbędnik ateisty

Książka Piotra Szumlewicza to zbiór wywiadów z osobami, które jasno mówią o swoim ateizmie, poglądach na rolę kościoła w państwie, ale nie tylko o tym. Jest okazja zapoznać się z opiniami wielu ciekawych ludzi, z wielu sfer życia publicznego. Budujące jest dla mnie to, że taka książka powstała, że mówi się o ateizmie jasno i wprost, bo jest to potrzebne. W mediach i na ulicy o ateizmie się nie mówi, udaje się, że go nie ma, i z góry zakłada się, że każdy chodzi do kościoła i marzy o ślubie kościelnym. W Polsce, ten co nie wierzy, to albo oszołom, albo diabeł wcielony, albo "jeszcze ci się odmieni". Ciekawa lektura, która pokazuje, że ateistą może być każdy, i że jest to wybór przemyślany, świadomy i że można żyć bez wiary w niebo. Polecam.