wtorek, 11 października 2011

Katherine Neville - Ósemka i Gra


Książki Katherine Neville wpadły w moje ręce przypadkiem i cieszę się z tego powodu. Po kompletnym zaczytaniu się w książkach Martina potrzebowałam dla równowagi czegoś sensacyjnego i lżejszego i te książki świetnie się spisały. Głównym bohaterem obydwu części jest tajemniczy komplet szachowy, o niespotykanej mocy. Na świecie, w wielu miejscach toczy się Gra, a figurami szachowymi są żywi ludzie. W jednej i drugiej opowieści mamy do czynienia z dwoma planami czasowymi - jednym współczesnym, drugim - 18/19 wiek. Przez książkę przewija się wiele postaci historycznych, ciekawie wplecionych w główny wątek. Narratorkami opowieści są głównie kobiety, miła odmiana. Polecam jako dobrą sensację, ogromny plus za wątek szachowy - autorka zrobiła naprawdę wnikliwy research na ten temat. Książki są pisane prostym, ale wciągającym językiem i ciężko się od nich oderwać. Fajna rozrywka.

piątek, 7 października 2011

Suits

Suits to serial prawniczy, którego akcja rozgrywa się w New York (tak właściwie filmowany jest w Ontario, ale wrażenie ma być NY). Jeśli komuś na hasło "serial prawniczy" zapala się lampka "Ally McBeal", to musimy ostrzec, że nic w tym guście, ani rodzaju.

Głównymi bohaterami są: Harvey - kipiący pewnością siebie prawnik z wieloletnim doświadczeniem, pracujący w firmie obracającej milionami dolarów. Zupełnie przypadkiem, w wyniku przedziwnego zbiegu okoliczności jego asystentem staje się Mike Ross- młody człowiek o niezwykłym umyśle i totalnie pokręconym życiorysie. Harvey jest prawniczym Supermanem, a Mike dopiero się uczy, jednak razem tworzą dream team. Łączy ich nie tylko praca, ale też kilka tajemnic.

Cały serial opiera się na niesamowitej chemii, jaką mają aktorzy w tym serialu - Harvey i Mike co chwila łapią się za słówka, a Harvey traktuje młodego jak swojego niewolnika, i niemiłosiernie sobie z niego drwi. Jednak i on sam ma nieco pod górę - szefowa zawsze pilnuje, żeby nie pękł z samozachwytu, a jeden z biurowych kolegów tylko czeka na jego potknięcie. Do tego sprawy są naprawdę ciekawe, sposoby działania Suits- nietuzinkowe, akcja jest szybka i wciągająca nawet dla kogoś, dla kogo prawo jest obcą materią. W głównych rolach - Gabriel Macht (facet jak wyjęty z lat 50-tych, nienaganny garnitur, pełne opanowanie, wyższość w spojrzeniu); Patrick J. Adams (podobny dokładnie do wszystkich studentów świata, i nadawałby się na nowego Spidermana, ten typ),a do tego boska Gina Torres w roli szefowej.

Polecamy, seria ma 12 odcinków i obejrzeliśmy na trzy raty, wciąga!

niedziela, 2 października 2011

Pierogarnia Pod Blaszanym Kotem


Dziś podczas wycieczki do Torunia zgłodnieliśmy, więc postanowiliśmy znaleźć jakieś fajne miejsce, gdzie nas nakarmią. Szukaliśmy na Rynku Staromiejskim. Najpierw weszliśmy do Pasta & Basta, gdzie spędziliśmy 2 minuty, ponieważ obok siedziało dziecko, które nas irytowało swoją paplaniną. Poza tym w lokalu było koszmarnie ciemno. Stamtąd poszliśmy do Sioux'a, gdzie udało nam się tylko na chwilę znaleźć miejsce wolne od dzieci. Nawet wybraliśmy dania (choć ceny trudno nazwać rozsądnymi), ale przez 5 minut od momentu zamknięcia karty żaden kelner się nami nie zainteresował, więc też wyszliśmy.

Mając nadzieję, że do trzech razy sztuka udaliśmy się do Pierogarni Pod Blaszanym Kotem, Rynek Staromiejski 8. Miejsce jest malutkie, w piwnicy, a wystrój bardzo prosty. Zwykłe drewniane stoły i krzesła. Jednak na każdym stole jest inny, kolorowy obrus, a główną ozdobę lokalu stanowią najróżniejsze figurki i malunki kotów. Specjalnością lokalu są pierogi, wybór jest bardzo duży, ceny bajeczne, a porcje ogromne. My skusiliśmy się dziś na pierogi z kaszanką i cebulką i okazało się to cudownym i smacznym połączeniem. Porcja 8 pierogów to calutki talerz pyszności, jest też opcja 12 sztuk. Wszystko jest bardzo ładnie podane, na stolikach panuje idealny porządek, pierogi są świeże i robione od ręki, a na swoje zamówienie czekaliśmy jakieś 10 minut. W całym lokalu mieści się około 25 osób, więc można liczyć na spokój i ciszę i zjeść obiad w kulturalnych warunkach. Bardzo zachęcamy do odwiedzenia tej Pierogarni, bo jest smacznie, tanio i miło. Strona internetowa tu.

niedziela, 18 września 2011

84. An Education

Lata 60-te, Londyn. 16-latka, Jenny, prowadzi życie stosowne do swojego wieku, choć nieprzystające do jej aspiracji. Chodzi do szkoły, przygotowuje się do egzaminów na studia, jest pilną uczennicą i gra w szkolnej orkiestrze. Rzeczywistość ją jednak nudzi. Jest bardzo bystra, wygadana i marzy o Oxfordzie. Jej rodzice to ludzie przewidywalni i porządni, zależy im tylko na tym, żeby córka była dobrze wyedukowana. Pewnego dnia Jenny poznaje sporo starszego od siebie mężczyzną i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jej życie zamienia się w krainę czarów. David okazuje się być człowiekiem bywałym i światowym, natychmiast nawiązuje porozumienie z rodzicami Jenny i zabiera ją na koncerty, wystawy i wycieczki. Przestaje istnieć obowiązek powrotu do domu przed zmrokiem, zaczynają się kłamstwa, malutkie intrygi, Jenny skacze na główkę do nowego świata i jest oczarowana. Wiadomo, taka historia może się potoczyć albo bardzo źle, albo bardzo dobrze. Tutaj mamy upadek z wysokiej chmury i szybki kurs dojrzałości, bo oczywiście okazuje się, że żadna bajka nie może trwać wiecznie. David okazuje się być wilkiem w owczej skórze, Jenny mimo niewątpliwej inteligencji podejmuje masę głupich decyzji, jej rodzice tracą grunt pod nogami i w pewnym momencie wszyscy są bardzo nieszczęśliwi i zagubieni. Jednak tragedii na końcu nie ma, a może powinna być, ku przestrodze.

Obejrzałam ten film (długo czekał na dysku, chyba ponad rok), bo w zeszłym roku wszyscy piali górnym C z zachwytu nad nim i chciałam zwyczajnie zweryfikować. Ileż się naczytałam i nasłuchałam w recenzjach o "bajce o wchodzeniu w dorosłość" o "fenomenalnej historii". Zawiodłam się bardzo. Fakt, to jest bajka. Historie znajomości nieletnich panienek z dorosłymi facetami statystycznie kończą się dużo gorzej niż w tym filmie, choć jest większa akceptacja takich związków niż w pokazanych w filmie latach 60-tych. Moim zdaniem temat został potraktowany za lekko, a zakończenie mnie zabiło swoją głupotą. Warto jednak ten film obejrzeć, choćby ze względu na Carey Mulligan, której kariera nabiera tempa, a rozpędziła się na dobre właśnie po tym filmie.

82. The Veteran i 83. Page Eight

The Veteran i Page Eight to filmy brytyjskie, których akcja osadzona jest w Londynie, jednak na tym kończą się podobieństwa. Ciekawie jednak było je obejrzeć w krótkich odstępach czasu, bo pokazują dwie twarze tego miasta.

The Veteran to historia żołnierza, który wraca z misji do swojego obskurnego mieszkania w bardzo kiepskiej dzielnicy. Sytuacja tam jest nieciekawa – wojna gangów, niejasne sprawki, bieda, brak perspektyw. Główny bohater spędza czas na bezsensownym włóczeniu się i spotkaniach z kolegą z armii. W końcu ten nagrywa mu pracę u swojego brata i razem rozpoczynają akcję mającą na celu rozpracowanie gangu terrorystów i handlarzy narkotykami. Sytuacja się komplikuje, w grę zaczynają wchodzić duże pieniądze i wielkie emocje,a przyjaciele okazują się śmiertelnym zagrożeniem. Ogromnym plusem tego filmu jest jego klimat- widz cały czas czuje narastający niepokój, jest przytłoczony atmosferą panującą na ekranie. Toby Kebbel jest niesamowity, charyzmatyczny i doskonale wybrany do tej roli. Film jest ponury, brutalny i krwawy, a zakończenie po prostu dobija. Myślę, że jeżeli ktoś lubi Luther'a i Harry Brown'a, to ten film też powinien się podobać.

Page Eight pokazuje zupełnie inny świat – brytyjskie służby specjalne, panowie w garniturach bezszelestnie kroczący długimi korytarzami i szeptem wymieniający informacje. Pojawia się tajemnicza teczka z bardzo kompromitującymi dla premiera informacjami, odbywają się zebrania co w tej sprawie zrobić, ktoś umiera, ktoś musi uciekać. Przez większość filmu tak naprawdę nie do końca wiadomo o co chodzi, ale to jest plus. W głównych rolach świetni aktorzy – Bill Nighy, Michael Gambon i hipnotyzująca Rachel Weisz. Film został zrobiony dla BBC.


Te filmy są dość nietypowe i niekoniecznie silnie rozrywkowe, ale ciekawe i warto poświęcić im chwilę.

piątek, 9 września 2011

81. Take me home tonight


Take me home tonight jest lekki i przyjemny, na bezstresowy i wyluzowany wieczór. Jednak nie jest to kolejna głupia komedia (gdzieś tam nawet może romantyczna). Ten bardzo pozytywny, wesoły i zabawny film to hołd złożony cudownym latom 90-tym, szczególnie muzyce z tego okresu, choć jeśli chodzi o ciuchy i samochody - film też rządzi. Historia jest prosta - bardzo zdolny chłopak właśnie skończył studia, ale nie może znaleźć życiowej drogi, więc pracuje w wypożyczalni video, choć oczekiwania świata wobec niego są zdecydowanie większe. Pewnego dnia do sklepu przychodzi jego licealna miłość, którą całe życie bał się zaprosić na randkę. W końcu idą razem na szaloną imprezę z okazji zakończenia wakacji, gdzie wszystko staje na głowie. Główny bohater (gra go Topher Grace) ma zwariowaną siostrę bliźniaczkę (Anna Faris) i totalnie porąbanego przyjaciela, którzy dodają swoje cudowne trzy grosze do ekranowego szaleństwa. Na Take me home tonight można się popłakać ze śmiechu i trochę też z żalu - ach, lata 90', muzyka, te odjazdowe ciuchy... Polecamy film bardzo i z ręką na sercu, jest po prostu fajny!

Ścieżka dźwiękowa jest taaaaka:
1. Video Killed The Radio Star – The Buggles
2. The Fredricking – Matt & Tori
3. Hungry Like The Wolf – Duran Duran
4. Situation – Yaz
5. That’s What I’m Talking About – Kyle
6. Kickstart My Heart – Mötley Crüe
7. Barry’s Advice – Matt & Barry
8. Straight Outta Compton [Explicit] – N.W.A.
9. Bette Davis Eyes – Kim Carnes
10. Meeting Trish Anderson – Barry
11. Safety Dance – Men Without Hats
12. Rocket Surgeon – Wendy & Kyle
13. Come On Eileen – Dexys Midnight Runners
14. Oh Sherrie – That Loser That Always Shows Up At The Party With A Guitar
15. Everybody Have Fun Tonight – Wang Chung
16. Let My Love Open The Door – Pete Townshend
17. Can I Call You? – Matt & Tori
18. Live Is Life – Opus
19. Don’t You Want Me – Atomic Tom

Muzyka genialnie uzupełnia to, co się dzieje na ekranie. Hicior, trzeba obejrzeć!

sobota, 3 września 2011

80. Attack the block


Do bólu brytyjska komedia, której akcja rozgrywa się w nocy, na ponurym londyńskim blokowisku. Grupa osiedlowych gnojków najpierw okrada przypadkową kobietę, a później tłucze na śmierć stwora, który spada z nieba. Okazuje się, że ani jedno, ani drugie nie było szczególnie mądre, bo nagle chłopcy mają na karku i policję i całą rzeszę bardzo wściekłych "obcych". Film jest mega zabawny, choć absurdalny w sposób, który nie każdemu musi się podobać. Polecamy!!!