czwartek, 25 sierpnia 2011
12 x śmierć - Michał Pauli
środa, 24 sierpnia 2011
79. Fast Five
78. Bad teacher
77. The Whistleblower
Mocny, smutny i porażający film. Policjantka z Nebraski- Kathy- skuszona dobrą ofertą finansową jedzie do Bośni chronić, pomagać, wspierać. Na miejscu okazuje się, że jej koledzy z misji nie mają tak jak ona szlachetnych zamiarów, a wolny czas spędzają w barach, gdzie "pracują" dziewczyny porywane ze swoich krajów i zmuszane do prostytucji. Policjanci - lokalni i przyjezdni są też bardzo obrotni i nie tylko korzystają z "uroków" takich barów, ale są bardzo mocno zaangażowani w proceder human trafficking. Kathy pracuje nas tą sprawą, a kiedy ma wystarczająco obciążających dowodów okazuje się, że ujawnienie ich jest wszystkim nie na rękę. Bo handel ludźmi to gruba kasa dla każdego, od szeregowego ochroniarza po wciśniętego w garnitur pana dyplomaty. Film na faktach. Dobijający, przerażający, bardzo zapadający w pamięć, szarpiący nerwy. Żadna tania sensacja, ale prawda podana w sposób odarty z efektów specjalnych, bez owijania w bawełnę. Dobre kino.
A Song of Ice and Fire - George R. R. Martin
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
76. Sala samobójców
Film z założenia miał być ambitny i nowoczesny jednocześnie (widać wysiłki twórców w tym kierunku). Był straszny szał na punkcie tego, hehe, dzieła, trąbili w mediach, aktorzy skromnie spuszczając wzrok prawili jakież to niezwykłe przeżycie było uczestniczyć. Bla, bla, bla. Świetna sprawa dla zblazowanych 16-tek, które w dzisiejszych czasach i tak mają poprzewracane w dupach. Po obejrzeniu tego filmu na pewno poprzewracało im się jeszcze bardziej. Nie mam mocy by o tym pisać. Wizualnie jest ok, ale treściowo - Hello Kitty dla emo.
niedziela, 21 sierpnia 2011
75. Kung Fu Panda 2
Świetna powtórka z rozrywki. Wiadomo, nie ma się co czarować - bajki rządzą się swoimi prawami, tak więc zło przegrywa, dobro wygrywa (ale zanim wygra są problemy). Można spokojnie nie martwić się o happy end, bo wiadomo, że będzie. To, czym można się cieszyć w trakcie oglądania filmu to fantastyczne dialogi, zabawne sytuacje i doskonały dubbing. Wiele gwiazd użyczyło postaciom swoich głosów w Pandzie, ale to co uczynił Jack Black podkładając głos Po to majstersztyk. Godzina dwadzieścia totalnej wesołości plus duże ilości różnych zwierzątek z przewagą puszystych króliczków.
74. Pirates of the Caribbean: On Stranger Tides
Ta część Piratów zebrała różne recenzje, dość sporo z nich było mało pochlebnych. Nam film się podobał i to bardzo, w głównej mierze dlatego, że oglądaliśmy go w domu, a nie w kinie w 3D. Większość filmu jest ciemna lub bardzo ciemna, wiele scen rozgrywa się w nocy i jak sobie pomyślę, że do tego jeszcze okulary 3D to faktycznie - może w kinie nie było widać zbyt wiele. Johnny Depp pięknie trzyma formę, kapitan Jack Sparrow jest jak zwykle koncertowo zagrany. Pojawia się jednak postać będąca dla niego sporą konkurencją - kapitan Czarnobrody, brawurowo "zrobiony" przez Iana McShane. Dla ozdoby jest Penelope Cruz. Oczywiście standardowo jest przygoda, jest akcja, dużo scen na statkach i wiele pirackich żartów. Przepiękne są sceny z syrenami, zachwycające wręcz. Generalnie całość to bardzo dobra zabawa, film trzyma poziom.
środa, 17 sierpnia 2011
73. Push
71. No strings attached; 72. Just go with it
Just Go With It w stu procentach wpisuje się w nurt komedii romantycznych. Chociaż nie lubię Adama Sandlera, to tu jest nawet zabawny, Jennifer Aniston jest śliczna, a i historia dość ciekawa. W sumie każdy aktor w tym filmie ma swoje bardzo dobre momenty, a film nie jest nudny. Nałogowy kobieciarz prosi koleżankę z pracy i jej dzieci żeby poudawali jego rodzinę, bo dzięki temu on poderwie fajną laskę. Oczywiście wynika z tego milion komplikacji, ale zabawnych. Dzieciaki grają jak z nut, a to co na ekranie wyprawia przyjaciel głównego bohatera rozbawi nawet największego smutasa. I jest happy end.
Reasumując - pierwszy nie warto, drugi to miła, nieskomplikowana rozrywka.
niedziela, 14 sierpnia 2011
70. The Infidel
Mahmud, brytyjski muzułmanin, któregoś dnia dowiaduje się, że jest adoptowany. Jego adopcyjni rodzice nie żyją, a biologiczni byli... żydami. Mahmud ma niezły zgryz w związku z tą sytuacją, tym bardziej, że jego syn chce się ożenić z pasierbicą znanego muzułmańskiego ekstremisty. Jednak zanim młoda para dostanie jego błogosławieństwo - Mahmud i jego rodzina muszą udowodnić swoją pobożność :) Film jest przezabawny, momentami trochę refleksyjny, jednak generalnie to świetna komedia. Angielskie poczucie humoru plus sprawy religijne składają się na fajną całość, polecamy!
środa, 10 sierpnia 2011
69. Senna
Miałam 12 lat gdy Senna zmarł na torze. To był koniec pewnej ery, później zaczęła się era Schumachera, zupełnie inna jazda, technika poszła do przodu w tempie, które nie śniło się filozofom. Senna rozpoczął karierę w latach 80-tych, gdzie do pewnego momentu wszyscy mieli jednakowo pokraczne samochody i dokonywał w tej puszce sardynek po prostu cudów. W jednym wyścigu potrafił przeskoczyć więcej niż 10 miejsc, zdobywał wszystkie wymarzone tytuły, był złotym dzieckiem F1. Film pokazuje jego błyskotliwą karierę i często towarzyszące jej kontrowersje, jak choćby wieloletni konflikt z Alainem Prostem - nie tylko na polu sportowym. Możemy zobaczyć też Sennę prywatnie - był dumnym Brazylijczykiem, głęboko wierzącym, ambitnym, skoncentrowanym na sukcesie, ale i wdzięcznym za to, co przyniosło mu życie; chciał się dzielić z innymi, a Brazylia obsesyjnie go kochała.
Imponująca jest ilość zgromadzonych oryginalnych nagrań - nie ma współczesnych "dokrętek", są jedynie głosy zza kadru komentujące obrazy sprzed 20 lat, ludzi, którzy w F1 pracują do dziś. Jedynym mankamentem tego dzieła jest to, że pomija niemal całkowicie milczeniem fakt, że każdy geniusz to także trochę szaleniec. Senna powodował hurtowe ilości stłuczek i wypadków na torze. Nie odpuszczał na milimetr, gdy znalazł jakąś lukę jechał w nią nie patrząc na to, co dzieje się obok.
Jednak wszystko to, co można zobaczyć na ekranie składa się na porywającą całość, studium geniuszu, wielki hołd dla sportowca nie z tej ziemi. Teraz F1 jest gdzie indziej, to są zupełnie inne czasy, jednak Senna na zawsze pozostanie w tym sporcie kimś wyjątkowym.
68. Skrzydlate świnie
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
67. Captain America : The First Avenger
Bardzo fajna, rzetelna komiksowa adaptacja nosząca wszelkie znamiona hitu. Mamy akcję "od zera do bohatera", doskonałe efekty specjalne - jednak tak umiejętnie wygenerowane, że budzą emocje, a nie tylko zachwyty nad rozwojem techniki. Oprócz zwalającego z nóg - siłą i intelektem - Kapitana Ameryki ( w tej roli Chris Evans) dla równowagi mamy złego bohatera - Red Skull ( Hugo Weaving), który chce panować nad światem i jest paskudnie straszny (ujmujące w temacie złego bohatera jest to, że aktor czasami gra własną twarzą, a częściej ucharakteryzowaną czerwoną czachą; zapewne musiał siedzieć pięć godzin zanim go pomalowali, ale efekt jest super, o wiele lepszy niż komputerowa maska). Jest też kobieta - z brytyjskim akcentem, cała masa odważnych żołnierzy, no i planeta do uratowania. My bardzo lubimy adaptacje komiksów i oczekujemy po nich świetnej zabawy - to właśnie dostaliśmy.I happy end, miły bonus. Jedyny mankament to 3D, zupełnie zbędne.
niedziela, 7 sierpnia 2011
Ciekawe piwa w Tesco!

Ostatnio przy okazji zakupów w Tesco zostaliśmy bardzo mile zaskoczeni przez dział piwny. Okazało się, że sieć uległa modzie na piwa regionalne i niecodzienne i teraz jest naprawdę w czym wybrać. Można spróbować czegoś nowego i ciekawego. Moda ta – choć dla nas przyjemna – jest zapewne chwilowa, więc trzeba korzystać póki Tesco ma w swojej ofercie coś więcej niż standardowe, podobne do siebie, nudne komercyjne piwa.
Jedyne czego można się czepiać w tej całej imprezie, to niestety ceny. Wszystkie opisane piwa kosztują w okolicach 4 złotych, przez co są niekonkurencyjne wobec zalewu piw popularnych w tych samych cenach. Stąd właśnie nasza obawa, że ich sława i chwała nie potrwa długo... W pierwszej transzy zakupiliśmy więc pięć sztuk, każdy wypił swoje i oto wrażenia:
Hedonista:
Z piw „regionalnych” jakie udało mi się kupić w Tesco próbowałem:
Zawiercie Bursztynowe z Browaru na Jurze. Kolor - jak nazwa wskazuje- bursztynowy. Piana gęsta i trwała, oblepia szkło. Z obfitością gorzej ale jest to bitter więc absolutnie nie przeszkadza.W zapachu dominuje chmiel, karmel i nuty ejlowe - czuć że to górna fermentacja, tak rzadko u nas spotykana. W smaku dominuje chmiel plus trochę karmel i słód. Nagazowanie małe, ale idealnie pasuje do tego stylu.
Jasne Pełne z Browaru na Jurze. Kolor słomkowy bardzo jasny, pasuje do pilznerka. Piana słaba szybko opada, ale jej resztki zostają do końca spożywania. Zapach bardzo miły, słodowo - chmielowy. Smaczne orzeźwiające piwo, trochę może zbyt mało słodowe i w dodatku mocno chmielowy. Bąbelki są i długo się utrzymują. Polecam.
Trzecie piwo to Kujawiak tylko nie z Kujaw - bo browar w Bydgoszczy nie żyje- a z Warki. Moda na piwa regionalne zrobiła swoje i Grupa Żywiec postanowiła wskrzesić to regionalne piwo. Kolor bladziutki, cytrynowy. Piana szybko opada i nic po niej nie zostaje. Zapach delikatnie słodowy, przyjemny. Smak słodowy z charakterystyczną dla Grupy Żywiec chmielowością, nic specjalnego. Nagazowanie jak to w koncerniaku wysokie. Raz na jakiś czas można wypić.
Hedonistka:
Beershake to produkt łotewski, z 2,9% zawartością alkoholu. Smak: żurawinowo – limonkowy. Jest to tak zwany radler, czyli miks lemoniady z piwem. Bardzo orzeźwiające, lekkie, smaczne, idealne na upalne lato. Puszka jest ascetyczna, ale i estetyczna, widać ją wyraźnie na półce w sklepie. Apeluję o nieporównywanie tego typu trunków do Redds'a, który jest wstrętny i naładowany chemią. Beershake jest dobrze skomponowany smakowo, a niska zawartość alkoholu jest jego zaletą – podnosi na duchu, zamiast zwalać z nóg.
Slow Lime z kolei to piwo nieco mocniejsze – 4,2 % zawartości alkoholu. To zdecydowanie piwo z nutą limonkową, a nie limonka z nutą piwną, choć też delikatne i orzeźwiające. Umiejętnie łączy piwną gorycz (niedużą) ze smakiem i aromatem limonki właśnie. Butelka mnie jakoś szczególnie nie zachwyca, tak samo etykieta – nieco mdła. Sam napój jest ok.
Polecamy wizytę w Tesco i zachęcamy do testowania!
66. Super 8
Super 8 jest zachwycającym filmem, świeżym, ciekawym. Czerpie z najlepszych wzorców - jeśli ktoś oglądał jako dziecko E.T. albo Goonies, to nie ma mowy, żeby mu się nie podobało. Głównymi bohaterami są dzieciaki - kumple i dziewczynka którzy lubią wspólnie spędzać czas i kręcić amatorskie filmy. Któregoś dnia jednak są świadkiem niezwykłego wydarzenia i właściwie od tego momentu akcja zaczyna się na całego. Akcja dzieje się w USA w latach 80-tych. Dzieciaki grają tak, że klękajcie narody, choć filmem dla dzieci bym tej produkcji nie nazywała. W tym filmie jest wszystko, czego szukałam od dawna i nie mogłam znaleźć - dobry scenariusz, mocna gra aktorska, emocje, poczucie humoru, nienachalne efekty specjalne, brak dłużyzn i logika w tym, co dzieje się na ekranie. Można się na tym filmie pobać, pośmiać, może się zakręcić łezka w oku. Na dwie godziny znowu byłam małą dziewczynką śledzącą z zapartym tchem przygody dzielnych bohaterów. Naprawdę warto.

