niedziela, 15 stycznia 2012

7. Johnny English: Reborn

Johnny English powrócił z Rolls'em Phantomem, zestawem głupich min i rażącym brakiem umiejętności w zakresie wyciągania właściwych wniosków. Można się pośmiać, ale w sumie to nie za bardzo. Mógł nie wracać.

6. The Ides of March

Idy marcowe nie są szczególnie odkrywczym filmem, jednak dobrze zagranym, sprawnie nakręconym i na tyle interesującym, że nie zerka się nerwowo na zegarek. Reżyserował George Clooney, który gra polityka dążącego do bycia prezydentem USA. W przededniu ważnych prawyborów jego sytuacja zaczyna się komplikować - sprzymierzeńcy przychylają się bardziej do kontrkandydata, na światło dzienne wyciągnięte zostają błędy z niedalekiej przeszłości, a w jego własnym sztabie też nie jest wesoło. Asystenta głównego bohatera gra Ryan Gosling (dla odmiany w czymś poważnym - pokazał, że potrafi coś więcej niż tylko rozdawać uśmiechy na prawo i lewo). Generalnie film totalnie polityczny, mega amerykański, ale warto go obejrzeć. I plakat promujący jest świetny!

5. Szpieg


Zasiedliśmy do oglądania tego filmu skuszeni pianiem z zachwytu we wszystkich możliwych recenzjach. Nie dołączymy jednak do chóru entuzjastów, gdyż film znudził nas niemal śmiertelnie. Nie pomogła doborowa obsada, piękna muzyka, genialny sposób filmowania i świetne wnętrza. Było nudno jak flaki z olejem. I choć wizualnie to może i nawet jest arcydzieło, to nie wystarczy. Przerost formy nad treścią, przerost zachwytów nad jakością.

czwartek, 12 stycznia 2012

4. Sherlock Holmes: A Game of Shadows


Czekaliśmy na tę premierę niezwykle podekscytowani, bo pierwsza część Sherlocka była strzałem w dziesiątkę. Niestety, film sprawił nam zawód na całej linii.


A miało być tak pięknie. Drugą część także reżyserował Guy Ritchie, można się więc było spodziewać dobrych i ciekawych rzeczy. Obsada - w dalszym ciągu doborowa - Robert Downey Jr., Jude Law, w roli brata Sherlocka - Stephen Fry, w epizodycznej rólce - Rachel McAdams i w głównej kobiecej roli - Noomi Rapace (znana z ekranizacji Trylogii Millenium). Historia też zapowiadała się interesująco - na horyzoncie pojawia się konkurencja dla bystrego umysłu Holmesa - okrutny i inteligentny Profesor Moriarty, który chce podbić świat i trzeba mu w tym przeszkodzić. I to by było na tyle, koniec ekscytacji.

Zaskakuje kompletny brak chemii między Sherlockiem i Watsonem, choć w poprzednim filmie aż kipiało i można było boki zrywać z ich błyskotliwych dialogów. No i to w końcu ci sami aktorzy. A relacja na ekranie zupełnie inna. Poprzednia część bardzo skupiała się na procesie myślowym głównego bohatera, jego umiejętności analizowania i wyciągania wniosków. Tutaj Sherlock głównie używa siły mięśnia, nadal eksperymentuje na psie Watsona i sprawia wrażenie jakby go to wszystko przestało bawić.

Dobijającym kwiatkiem do kożuszka jest Noomi Rapace - suche drewno bez seksu, grające Cygankę poszukującą brata, związanego tajemnym paktem z Moriatrym. Noomi ciągle wygląda jak marna kopia Jacka Sparrowa (ma nawet podobny kapelusz, litości) i ma zestaw dwóch wyrazów twarzy, którymi "gra". Sam James Moriarty, prezentowany jako okrutny geniusz jest odpychający, ale na pewno nie przerażający. Ostatnim razem czarny charakter grał Mark Strong, wystarczyło, że spojrzał, a już człowiek czuł się niepewnie. Na Jareda Harrisa, grającego oponenta Holmesa ciężko się patrzy i jest nieprzekonujący. Naprawdę jedyną uroczą osobą w tym całym zgiełku jest McAdams, ale to naprawdę epizod, pięć minut, i Stephen Fry - też daje radę.

Tak generalnie - porażka. Z opowieści o chłodnym, analitycznym umyśle i nieposkromionej inteligencji zrobiono film akcji taki jak wszystkie, i nawet Downey Jr. nie pomógł, a szkoda.

Na koniec dodam tylko, że jest taka jedna scena, która wynagrodziła mi trochę gorzki zawód - ucieczka przez las, często prezentowana w zajawkach. W filmie trwa kilka minut, i jest majstersztykiem, gdzie widać oko i rękę Guya Ritchie. Jednak jak na dwugodzinny film to zdecydowanie za mało Ritchiego w Ritchiem.

Niestety - nie polecamy.

piątek, 6 stycznia 2012

3. The Inbetweeners Movie

Film jest inspirowany serialem. To historia czterech, totalnie nieprzystosowanych społecznie przyjaciół, którzy celem odreagowania czasu spędzonego w liceum udają się na egzotyczną wycieczkę. Mają jasno określony cel: dupy, chlanie i zajebista zabawa. Wychodzi różnie, ale widz generalnie ma milion okazji żeby rżeć ze śmiechu, bo chichot to za mało na ten film. Jest oczywiście momentami chamski, głupi i obrzydliwy, a poszukiwania partnerek są hardkorowe, ale i tak w podsumowaniu wychodzi bardzo na plus. Do tego chłopcy są Brytyjczykami, a więc i żarciki są na bardzo wyjątkowym poziomie. Jest lekko, chamsko i zabawnie - coś jak Tropic Thunder, tylko obsada młodsza. Nadaje się na totalną wyluzkę. Uwaga na realistyczne sceny imprezowe :)

2. Being Elmo


Film dokumentalny, wzruszający, ciepły, inspirujący. Opowiada historię cichego bohatera- Kevina Clasha, który jest animatorem marionetek, które znamy z dzieciństwa. Przede wszystkim jest osobą, która animuje Elmo - słodziaka znanego z Ulicy Sezamkowej. Dzięki temu filmowi poznajemy jego drogę na szczyt i to jak spełnił swoje marzenia - jako dzieciak szył i animował swoje własne zabawki, a jako młody chłopak poznał ludzi na których zrobił wrażenie swoim uporem i determinacją. I tak zaczęła się jego prawdziwa kariera - pracował z Frankiem Ozem, Jimem Hensonem, a dziś reżyseruje Ulicę Sezamkową, o czym zawsze marzył. No i jeździ po świecie z Elmo- na całym świecie ten stworek budzi w dzieciach absolutny zachwyt. Gdyby nie Kevin Clash, byłby tylko zwykłym pluszakiem, bez głosu, bez charakterystycznych gestów.
Being Elmo jest bardzo ciekawy, także z tego względu, że pokazuje pracę lalkarzy "od kuchni", mówi o osobach, które zaczęły produkcje tego typu, pokazuje jak ten biznes działa dziś, a jak wyglądał kiedyś. A poza tym, dla nas osobiście, jest cudowną podróżą do czasów dzieciństwa, gdy z oczami jak spodki oglądało się "The Muppets" i "Ulicę Sezamkową". I piękną opowieścią o marzeniach, które się spełniają. Niejedna łza kręci się w oku. Bardzo optymistyczny, fajny film.

1. Real Steel

Solidny, rozrywkowy film z wątkiem ojciec-syn, ale strawnym. W bliskiej przyszłości rozrywką są walki robotów. Główny bohater jest zapalonym fanem tej dyscypliny - gra go Hugh Jackman. Oczywiście ma z tym same problemy, traci na to mnóstwo kasy, a ostatni sukces jaki odniósł był wtedy kiedy sam boksował - naprawdę, bez pomocy maszynerii. Dodatkowo, w niezbyt szczęśliwym dla niego czasie, zostaje obarczony tymczasową opieką nad swoim synem, którego olał tuż po narodzinach. Film jest przewidywalny, obliczony na to, żeby robić wrażenie techniczne (walki robotów:super!!!) i wycisnąć łzę lub dwie za pomocą scen pokazujących rodzącą się między synem i ojcem więź. Ale i tak ogląda się to dobrze, Hugh Jackman rozjaśnia ekran swoją pogodną osobowością, dzieciak, który mu partneruje też jest fajny, a cała strona graficzno-efektowa jest zajebista. I konkluzja jest pocieszająca: postęp postępem, ale trochę serca jest potrzebne. Polecamy!