środa, 25 stycznia 2012

aliensgroup.pl

Dziś dostałem od Hedonistki w prezencie figurkę Ezio Auditore z gry Assasin's Creed: Brotherhood. Tak jestem z niej zadowolony, że chciałbym wam polecić sklep w którym Hedonistka go nabyła, czyli www.aliensgroup.pl .Wcześniej kupiliśmy tam figurki Freddiego Mercury'ego i Jacka Sparrow'a. Chłopaki specjalizują się w sprzedaży figurek kolekcjonerskich różnej maści. Począwszy od postaci z gier i komiksów, na gwiazdach sportu i estrady kończąc. Znajdziecie tam figurki na każdą kieszeń - od 30 zł po grube tysiące i od mierzących kilka centymetrów po wielkości człowieka. Wszystkie pieczołowicie wykonane, co widać na przykładzie Ezio. Szybka przesyłka i towar w 100% idealny. Gorąco polecam!

niedziela, 22 stycznia 2012

10. Rzeź


Rewelacyjnie obsadzony film, który świetnie się ogląda. Kate Winslet, Jodie Foster, Christoph Waltz i John C. Reilly spotkają się, aby omówić przykry incydent w który zamieszane są ich dzieci. Rozmowa, z początku bardzo rzeczowa i kulturalna przeradza się w słowną masakrę, pełną wyrzutów, celnych spostrzeżeń, złośliwości i przytyków. Mimo tego, że akcja dzieje się w jednym pokoju, a jedyne czego można się "uczepić" to dialog - nie ma mowy o nudzie. Do tego film jest krótki, więc nie ma bezsensownych i bezcelowych dłużyzn. Reklamowany jest jako komedia, ale tak naprawdę to dość smutna refleksja na temat życia i związków, a także dzieci. Choć są momenty bardzo zabawne. Polecamy!

9. Happy Feet 2


Puszyste pingwiny o najróżniejszych temperamentach, które śpiewają nawiększe hity - czego chcieć więcej? Ten film to balsam na skołatane nerwy, jest ciepły, miły, fajny, kolorowy i okraszony cudowną muzyką. Poza pingwinami pojawiają się też inne postaci - jak na przykład przezabawne kryle, które mówią głosami Brada Pitta i Matta Damona. Obsada jest - podobnie jak w części pierwszej - gwiazdorska i bardzo dobrze trafiona - mówi i śpiewa Pink, do tego Elijah Wood, Robin Williams i wielu innych znanych i lubianych. Warto, dla podniesienia poziomu optymizmu we krwi.

środa, 18 stycznia 2012

8. Dziewczyna z tatuażem

Znowu bez szału. To nie jest zły film, ale żeby był zaraz super dobry... Jest ok, ale to za mało. Poza tym jest kalką serialu. Oczywiście serial jest kalką książki, jednak jest dokładniejszy, bardziej mroczny, ponury, okrutny. W amerykańskiej wersji przemoc jest umiarkowanie obrzydliwa, Lisbeth umiarkowanie porąbana, Mikael umiarkowanie pogubiony. Trochę niejasno i pobieżnie określone są ramy czasowe, za mało jest wglądu w historię postaci. Samo śledztwo też jest pokazane w dużym skrócie myślowym, a to ważna część tej historii, wokół niej wszystko się kręci. Poza tym reżyser trochę za daleko się posunął sugerując jakieś ciepłe uczucia między głównymi bohaterami, jakby Lisbeth miała choć kawałek serca. Wydaje mi się, że jak się czytało książkę i oglądało serial, to trzecia wersja tej samej historii trochę nuży. Właściwie po samym serialu też... Gdybym przyznawała nagrody, to książka wygrywa, serial jest drugi, a film... Na drugą i trzecią część chyba nie ma sensu iść do kina, już to gdzieś widzieliśmy...

wtorek, 17 stycznia 2012

Sherlock BBC seria 2

Poprzedni sezon tego świetnego serialu BBC był wyświetlany w połowie 2010 roku, długo więc było trzeba czekać na powrót szalonego Holmesa i wyważonego Watsona. Ale osłodzili każdą minutę tego czekania, więc zostaje im wybaczone.
Podobnie jak pierwsza seria, numer dwa składa się z trzech półtoragodzinnych odcinków. Obsada pozostała niezmieniona, akcja nadal dzieje się w Londynie (i okolicach), a każdy z odcinków nawiązuje do dzieł Conan Doyle'a, choć nie w sposób dosłowny. Serial bije film na głowę (właściwie są to trzy pełnometrażowe filmy, a słowo "serial" zupełnie nie oddaje powagi tego dzieła;). Tutaj Sherlock jest socjopatą, głodnym kolejnej sprawy, mózg mu pracuje nawet jak śpi. Jest dziwny, nie przystaje do świata i społeczeństwa, a bycie detektywem to całe jego życie - prywatne i zawodowe. Nie ma żadnych bijatyk, jest tylko analiza, chłodna ocena i wnikliwa obserwacja. Ten serial jest po prostu niesamowicie dobrze zrobiony i zagrany, polecamy baaaaaaaaardzo!

niedziela, 15 stycznia 2012

7. Johnny English: Reborn

Johnny English powrócił z Rolls'em Phantomem, zestawem głupich min i rażącym brakiem umiejętności w zakresie wyciągania właściwych wniosków. Można się pośmiać, ale w sumie to nie za bardzo. Mógł nie wracać.

6. The Ides of March

Idy marcowe nie są szczególnie odkrywczym filmem, jednak dobrze zagranym, sprawnie nakręconym i na tyle interesującym, że nie zerka się nerwowo na zegarek. Reżyserował George Clooney, który gra polityka dążącego do bycia prezydentem USA. W przededniu ważnych prawyborów jego sytuacja zaczyna się komplikować - sprzymierzeńcy przychylają się bardziej do kontrkandydata, na światło dzienne wyciągnięte zostają błędy z niedalekiej przeszłości, a w jego własnym sztabie też nie jest wesoło. Asystenta głównego bohatera gra Ryan Gosling (dla odmiany w czymś poważnym - pokazał, że potrafi coś więcej niż tylko rozdawać uśmiechy na prawo i lewo). Generalnie film totalnie polityczny, mega amerykański, ale warto go obejrzeć. I plakat promujący jest świetny!

5. Szpieg


Zasiedliśmy do oglądania tego filmu skuszeni pianiem z zachwytu we wszystkich możliwych recenzjach. Nie dołączymy jednak do chóru entuzjastów, gdyż film znudził nas niemal śmiertelnie. Nie pomogła doborowa obsada, piękna muzyka, genialny sposób filmowania i świetne wnętrza. Było nudno jak flaki z olejem. I choć wizualnie to może i nawet jest arcydzieło, to nie wystarczy. Przerost formy nad treścią, przerost zachwytów nad jakością.

czwartek, 12 stycznia 2012

4. Sherlock Holmes: A Game of Shadows


Czekaliśmy na tę premierę niezwykle podekscytowani, bo pierwsza część Sherlocka była strzałem w dziesiątkę. Niestety, film sprawił nam zawód na całej linii.


A miało być tak pięknie. Drugą część także reżyserował Guy Ritchie, można się więc było spodziewać dobrych i ciekawych rzeczy. Obsada - w dalszym ciągu doborowa - Robert Downey Jr., Jude Law, w roli brata Sherlocka - Stephen Fry, w epizodycznej rólce - Rachel McAdams i w głównej kobiecej roli - Noomi Rapace (znana z ekranizacji Trylogii Millenium). Historia też zapowiadała się interesująco - na horyzoncie pojawia się konkurencja dla bystrego umysłu Holmesa - okrutny i inteligentny Profesor Moriarty, który chce podbić świat i trzeba mu w tym przeszkodzić. I to by było na tyle, koniec ekscytacji.

Zaskakuje kompletny brak chemii między Sherlockiem i Watsonem, choć w poprzednim filmie aż kipiało i można było boki zrywać z ich błyskotliwych dialogów. No i to w końcu ci sami aktorzy. A relacja na ekranie zupełnie inna. Poprzednia część bardzo skupiała się na procesie myślowym głównego bohatera, jego umiejętności analizowania i wyciągania wniosków. Tutaj Sherlock głównie używa siły mięśnia, nadal eksperymentuje na psie Watsona i sprawia wrażenie jakby go to wszystko przestało bawić.

Dobijającym kwiatkiem do kożuszka jest Noomi Rapace - suche drewno bez seksu, grające Cygankę poszukującą brata, związanego tajemnym paktem z Moriatrym. Noomi ciągle wygląda jak marna kopia Jacka Sparrowa (ma nawet podobny kapelusz, litości) i ma zestaw dwóch wyrazów twarzy, którymi "gra". Sam James Moriarty, prezentowany jako okrutny geniusz jest odpychający, ale na pewno nie przerażający. Ostatnim razem czarny charakter grał Mark Strong, wystarczyło, że spojrzał, a już człowiek czuł się niepewnie. Na Jareda Harrisa, grającego oponenta Holmesa ciężko się patrzy i jest nieprzekonujący. Naprawdę jedyną uroczą osobą w tym całym zgiełku jest McAdams, ale to naprawdę epizod, pięć minut, i Stephen Fry - też daje radę.

Tak generalnie - porażka. Z opowieści o chłodnym, analitycznym umyśle i nieposkromionej inteligencji zrobiono film akcji taki jak wszystkie, i nawet Downey Jr. nie pomógł, a szkoda.

Na koniec dodam tylko, że jest taka jedna scena, która wynagrodziła mi trochę gorzki zawód - ucieczka przez las, często prezentowana w zajawkach. W filmie trwa kilka minut, i jest majstersztykiem, gdzie widać oko i rękę Guya Ritchie. Jednak jak na dwugodzinny film to zdecydowanie za mało Ritchiego w Ritchiem.

Niestety - nie polecamy.

piątek, 6 stycznia 2012

3. The Inbetweeners Movie

Film jest inspirowany serialem. To historia czterech, totalnie nieprzystosowanych społecznie przyjaciół, którzy celem odreagowania czasu spędzonego w liceum udają się na egzotyczną wycieczkę. Mają jasno określony cel: dupy, chlanie i zajebista zabawa. Wychodzi różnie, ale widz generalnie ma milion okazji żeby rżeć ze śmiechu, bo chichot to za mało na ten film. Jest oczywiście momentami chamski, głupi i obrzydliwy, a poszukiwania partnerek są hardkorowe, ale i tak w podsumowaniu wychodzi bardzo na plus. Do tego chłopcy są Brytyjczykami, a więc i żarciki są na bardzo wyjątkowym poziomie. Jest lekko, chamsko i zabawnie - coś jak Tropic Thunder, tylko obsada młodsza. Nadaje się na totalną wyluzkę. Uwaga na realistyczne sceny imprezowe :)

2. Being Elmo


Film dokumentalny, wzruszający, ciepły, inspirujący. Opowiada historię cichego bohatera- Kevina Clasha, który jest animatorem marionetek, które znamy z dzieciństwa. Przede wszystkim jest osobą, która animuje Elmo - słodziaka znanego z Ulicy Sezamkowej. Dzięki temu filmowi poznajemy jego drogę na szczyt i to jak spełnił swoje marzenia - jako dzieciak szył i animował swoje własne zabawki, a jako młody chłopak poznał ludzi na których zrobił wrażenie swoim uporem i determinacją. I tak zaczęła się jego prawdziwa kariera - pracował z Frankiem Ozem, Jimem Hensonem, a dziś reżyseruje Ulicę Sezamkową, o czym zawsze marzył. No i jeździ po świecie z Elmo- na całym świecie ten stworek budzi w dzieciach absolutny zachwyt. Gdyby nie Kevin Clash, byłby tylko zwykłym pluszakiem, bez głosu, bez charakterystycznych gestów.
Being Elmo jest bardzo ciekawy, także z tego względu, że pokazuje pracę lalkarzy "od kuchni", mówi o osobach, które zaczęły produkcje tego typu, pokazuje jak ten biznes działa dziś, a jak wyglądał kiedyś. A poza tym, dla nas osobiście, jest cudowną podróżą do czasów dzieciństwa, gdy z oczami jak spodki oglądało się "The Muppets" i "Ulicę Sezamkową". I piękną opowieścią o marzeniach, które się spełniają. Niejedna łza kręci się w oku. Bardzo optymistyczny, fajny film.

1. Real Steel

Solidny, rozrywkowy film z wątkiem ojciec-syn, ale strawnym. W bliskiej przyszłości rozrywką są walki robotów. Główny bohater jest zapalonym fanem tej dyscypliny - gra go Hugh Jackman. Oczywiście ma z tym same problemy, traci na to mnóstwo kasy, a ostatni sukces jaki odniósł był wtedy kiedy sam boksował - naprawdę, bez pomocy maszynerii. Dodatkowo, w niezbyt szczęśliwym dla niego czasie, zostaje obarczony tymczasową opieką nad swoim synem, którego olał tuż po narodzinach. Film jest przewidywalny, obliczony na to, żeby robić wrażenie techniczne (walki robotów:super!!!) i wycisnąć łzę lub dwie za pomocą scen pokazujących rodzącą się między synem i ojcem więź. Ale i tak ogląda się to dobrze, Hugh Jackman rozjaśnia ekran swoją pogodną osobowością, dzieciak, który mu partneruje też jest fajny, a cała strona graficzno-efektowa jest zajebista. I konkluzja jest pocieszająca: postęp postępem, ale trochę serca jest potrzebne. Polecamy!