sobota, 30 lipca 2011

65. Blitz

Świetny, mroczny film. Akcja dzieje się we współczesnym Londynie - świr zaczyna zabijać policjantów, a siły policyjne usiłują się dowiedzieć kto to i dlaczego to robi. W roli policyjnego twardziela - Jason Statham (na jego twarzy można ciosać kostki lodu, a jak coś powie, to strach się bać; ale tak serio to jedna z jego lepszych ról), w roli maniakalnego zabójcy - Aidan Gillen
(który gra Littlefinger'a w Game of Thrones). Gillen jest powalający po prostu, jak się uśmiecha, to człowiek ma ochotę schować się pod łóżko i na wszelki wypadek nie wychodzić stamtąd przez tydzień.
Film jest wyraźnie europejski - widać to w sposobie filmowania, słychać w dialogach. Da się też wyczuć inspirację serialem Luther, jednak jak najbardziej pozytywną. Polecamy bardzo, naprawdę kawałek niezłego kina, trzyma w napięciu.

piątek, 29 lipca 2011

Czeskie żarcie - błyskawiczny przewodnik.


Nasz niedawny urlop w Pradze i Pilznie odbyliśmy pod hasłem „czeskie żarcie i czeskie piwo”. Praskie zabytki są nam znane, nie potrzebowaliśmy więc wiele czasu żeby odświeżyć sobie pamięć w tym zakresie. Z wielkim natomiast zapałem przystąpiliśmy do zwiedzania różnych miejsc serwujących jedzenie. Piwo do tego jedzenia było obowiązkowe, jakoś nie widać w czeskich lokalach zbyt wielu osób popijających soczek do obiadu. Głównie zapewne dlatego, że czeskie żarcie idealnie wręcz komponuje się z tym trunkiem.

Obowiązkową propozycją każdej restauracji jest ciemny gulasz z knedlami. Dostaje się wielki talerz pełen sosu w którym pływają dwa kawałki mięska i leżą sobie knedle. Nie wygląda na syte, ale jest – bardzo- i ta prawda dotyczy absolutnie wszystkiego, co w Czechach jedliśmy. Małe, a cieszy. A jak się piwkiem zaleje, to cieszy podwójnie.

Czeski gulasz niejedno ma imię. Jedną z jego odmian jest wersja na słodko – w jaśniejszym sosie śmietanowym, udekorowany odrobiną bitej śmietany i żurawiną. Smakuje zaskakująco dobrze jak na takie karkołomne połączenie.

W przeciwieństwie do polskich restauracji, które serwują setki potraw – restauracje czeskie mieszczą swoje menu na jednej stronie A4. Jeśli zaś chodzi o zupy serwują raczej dwie – gulaszową (często w chlebie) i cebulową. Bardzo syte, dobrze przyprawione, parujące.

Czesi mają też fantastyczne piwne przekąski – marynowane kiełbaski o wdzięcznym pseudo „utopenec” i marynowany ser. Do tego cebulka lub zielona papryczka o słodko-pikantnym smaku. Przepyszności.

Jeśli ktoś chce w Pradze zjeść coś nieczeskiego to... nie jest tak bardzo prosto. Można zjeść angielskie śniadanie (w angielskim lokalu) jednak generalnie Czesi lubią to co podają, umieją to podawać i nie widać na praskich ulicach kebabów, frytek i innych wstrętnych budek z jedzeniem. Jedyny m miejscem w turystycznej części Pragi, gdzie jedzeniowe stoiska faktycznie stoją jest Plac Wacława – festiwal czeskiego fast foodu (kebabu nadal brak). Tam można za grosiki wtrząchnąć parka w rohliku lub tłusty specjał – smażony ser.

Polecamy Pragę jako świetne miejsce do pojedzenia i popicia. Zwiedzać też jest co:)


64. Your highness


W Pradze natknęliśmy się na plakat reklamujący ten film, z uroczym hasłem "Czary. Mary. Fuck." Trudno o lepszą charakterystykę:) Film z serii "tak głupie, że aż śmieszne", wszystko jest w nim przesadzone, napompowane, a postacie do bólu kiczowate. Scenariusz nie należy do wyszukanych - jest brat - rycerz i brat - zakała rodu. Temu pierwszemu zły czarownik sprząta narzeczoną sprzed ołtarza, więc bracia udają się na wyprawę celem odbicia wybranki serca. Po drodze mają przygody oczywiście i dokonuje się ich wewnętrzna przemiana, a wszystko kończy się doskonale. Jest parę chamskich żarcików, ale można je przeżyć. Za to plenery są niesamowicie piękne, muzyka monumentalna. Trochę pastisz filmów o rycerzach, można się pośmiać.

niedziela, 24 lipca 2011

63. Easy A

Amerykańska komedia o nastolatkach - to nie brzmi dobrze. Ale jest naprawdę fajne, a dużo w tym zasługi odtwórczyni głównej roli - Emmy Stone. Gra ona Olive- dziewczynę, której nudne nastoletnie życie nabiera rozpędu dzięki plotce, która - jak to plotka - szybko rozchodzi się po całej szkole przysparzając jej adoratorów i oczywiście wrogów. Im dalej w las tym z plotką jest coraz bardziej niewygodnie i coraz mniej zabawnie, ale Olive wychodzi z opresji z właściwym sobie urokiem. Fajna jest muzyka w tym filmie, fajne są dialogi, a moimi ulubionymi scenami są te w domu Olive, gdy rozmawia ze swoimi zakręconymi rodzicami i bratem. Fajna energia bije od tego filmu choć jest typową letnią produkcją. Ma jednak w sobie to "coś" dzięki czemu błyszczy na tle idiotycznych amerykańskich stworów.

piątek, 22 lipca 2011

62. Rango

Rango jest kameleonem z aspiracjami aktorskimi, który w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności przybywa do miasteczka pełnego nieprzyjaźnie nastawionych zwierząt i .... podbija ich serca nieodpartym swym urokiem. Miasteczko jednak ma spory problem, a Rango musi go rozwiązać, ogniem, mieczem, sprytem i inteligencją. Bajka dla dorosłych, zabójcza po prostu, świetne dialogi, genialna narracja, niesamowite poczucie humoru i akcja wartka jak w najlepszym filmie sensacyjnym. W głosowej roli Rango - Johnny Depp, czapki z głów.

sobota, 16 lipca 2011

61. The Lincoln Lawyer

Film z serii "rozgrywka na sali sądowej", niezwykle pasjonujący, zaskakujący, trzyma w napięciu do ostatniej chwili. Główną postacią jest obrońca, którego gra Matthew McConaughey (w końcu w porządnym filmie pokazuje, że potrafi grać; ostatnio pojawiał się z firmowym uśmiechem tylko w komediach romantycznych). Trafia mu się dość typowy przypadek - dziewczyna o wątpliwej reputacji zgłasza pobicie i gwałt, oskarża o to wszystko grzecznego faceta z dobrego domu z kasą. Właściwie wszystkie karty rozdane i wszystko wiadomo, ale jak się okazuje... wcale nie. Większość akcji dzieje się na sali sądowej, nieco poza nią, film jest dobrze sfilmowany, dobrze zagrany (poza Matthew także Marisa Tomei i Ryan Phillippe); nie rozprasza widza zbędnymi detalami i zbaczaniem z tematu, dialogi są dobre, nie można się nudzić. Super!

czwartek, 14 lipca 2011

60. Source code

Ciekawy film, zaskakujący, trzyma w napięciu i dobrze się go ogląda. Jake Gyllenhaal gra żołnierza który dzięki wyjątkowej technologii zostaje wysłany na niecodzienną misję. Ma możliwość stania się kimś innym na ostatnie minut życia tej osoby. Człowiek, którego ciało "pożycza" jedzie właśnie z przyjaciółką pociągiem, który za osiem minut wybuchnie. Misja polega na odnalezieniu bomby i zamachowca, który szykuje następne ataki. Ośmiominutowych podróży jest kilkanaście, za każdym razem dzieją się w ich trakcie inne rzeczy. Mamy czas rzeczywisty i czas w kompletnie innym wymiarze. Zakończenie jest inne niż można by się było spodziewać. Warto poświęcić półtorej godziny, fajny film.

59. Weekend

Jak to polska komedia, momentami zabawna, ale tak w całości to chyba niekoniecznie. Oczywiście znane wątki: policjanci, złodzieje, geje i piękne kobiety. Reżyserowane przez Cezarego Pazurę. Szału nie ma.

58. Largo Winch 2


Dawno oglądana część pierwsza z perspektywy czasu wydaje się jakaś lepsza niż ta druga. W części pierwszej była akcja, a tu jest ... dziwnie. Jakaś kobieta, jakiś dziwny wątek ojcowski. Niespecjalnie udana produkcja. A do tego strasznie stara Sharon Stone i na deser Weronisia Rosati, która pojawia się w trzech pierwszych minutach filmu, nie wiadomo po co.