niedziela, 27 lutego 2011

25. True grit

Nie znoszę westernów, ale ten obejrzałam z przyjemnością. Może dlatego, że w gruncie rzeczy True grit to taki western z przymrużeniem oka, w doborowej obsadzie, która brawurowo odgrywa swoje role. Jest kurz, są konie, bezkresne pustkowia, trudne warunki pogodowe. A w tym wszystkim- 14-letnia dziewczynka, która szuka zabójcy swojego ojca, pod rękę ze strasznym szeryfem i jego konkurentem - strażnikiem z Teksasu:). Postaci są mega charakterystyczne i przerysowane, cały czas puszczają do widza oko i to jest fajne. Główni aktorzy zasługują na najwyższe uznanie. Jeff Bridges jako stary wyga (ciągle pod wpływem), Matt Damon - młody ambitny i rewelacyjna Hailee Steinfeld - bardzo wygadana i rezolutna dziewczynka, która niczego się nie boi. Przyjemny film, polecam.

24. The mechanic

Jest Statham, jest męskie kino. Dobre zdjęcia, oszczędne dialogi, dość dynamiczna akcja. Statham gra zabójcę lubującego się w fantazyjnym załatwianiu spraw, kulka w łeb to nie dla niego. Przychodzi dzień kiedy dostaje przykre zlecenie, wykonuje je i wszystko zaczyna się sypać. Na dodatek ma na głowie nadpobudliwego gówniarza, który koniecznie chce się nauczyć "fachu". Film jest brutalny, trochę dołujący, ale polecam. W epizodycznej roli Donald Sutherland, który pięknie się zestarzał.

poniedziałek, 21 lutego 2011

23. Winter's bone


Co za beznadziejny film. Krytycy pieją z zachwytu, a my po seansie jesteśmy zdziwieni, że coś takiego w ogóle zostało zauważone (jakim cudem trafił do 10-ciu nominowanych? naprawdę nie było nic ciekawszego? NIC?). Wizualnie nudny jak flaki z olejem. Ciemno, zimno, brudno, bieda i rdzewiejące samochody. Fabuła? Trudno powiedzieć, o czym jest ten film. Jak dla nas- o niczym, totalnie. 17-latka żyje sobie z rodzeństwem i chorą matką na jakieś zapadłej amerykańskiej wsi, z trudem wiąże koniec z końcem, w międzyczasie szuka ojca-ćpuna, który musi się stawić do jakiegoś sądu, żeby jej nie zabrali domu (eeeee, co?). Kogolkolwiek zapyta o ojca - przegania ją jak kundla, straszy, a czasem nawet bije. Postaci jest sporo, wszyscy porąbani, nikt nie może się pochwalić kompletem uzębienia ani czystymi włosami. O obejściu żal wspominać. W sumie to chyba wykorzystali jeden dom i trzy rozpadające się ciężarówki do nakręcenia całego tego wybitnego dzieła. Jedna godzina czterdzieści minut nudy do n-tej potęgi. W bonusie kilka mega nielogicznych scen (dziewczyna ma las i umie polować, a nie ma co jeść, hell yeah!). Podobnie jak zachwyty nad filmem niezrozumiałe są zachwyty nad odtwórczynią głównej roli- poproszę brudne gumofilce i kraciastą koszulę, też dam radę.

niedziela, 20 lutego 2011

22. The kids are all right


Polski tytuł to (nie wiedzieć czemu) "Wszystko w porządku", ale nic w tym filmie nie jest w porządku. Zajawki sugerują komedię. Owszem, momentami jest zabawnie, ale nie za bardzo. Dramatycznie też bywa, ale nie na tyle, żeby można było spokojnie powiedzieć- dramat. Generalnie ani świnka, ani morska. Historia? Dzieci dwóch lesbijek - chłopiec i dziewczyna, postanawiają poznać dawcę spermy, której mamy użyły do zrobienia ich. Na początku jest dziwnie, później jest fajnie, a jeszcze później wszystko mocno się komplikuje. Zakończyłabym inaczej, obejrzeliśmy ze względu na nominację do Oscara. Jak dotychczas to chyba najsłabszy z nominowanych filmów.

sobota, 19 lutego 2011

21. The fighter

Zaskakująco dobry film. Przez pierwsze pół godziny w ogóle się nie zapowiada, ale warto dać mu szansę, bo w całości jest świetny. Tytuł i plakat nie wprowadzają widza w błąd - film opowiada historię dwóch braci, bokserów; jeden miał swoje pięć minut i źle skończył, drugi ma szansę na karierę. To jest film o trudnej miłości, trudnych wyborach i o podnoszeniu się z desek - dosłownie i w przenośni. Bale jak zwykle totalnie w roli, Wahlberg bardzo dobry, pozostali aktorzy też świetni. (Amy Adams!). Nie dziwię się, że startuje po Oscara, ma duże szanse.

wtorek, 15 lutego 2011

20. Buried

Pomysł wykorzystany w tym filmie nie jest nowy- człowiek budzi się w trumnie/skrzyni; jest ciasno, ciężko się oddycha, panika, strach. Bohater ma ze sobą zapalniczkę Zippo i telefon Blackberry (doskonały product placement:). Okazuje się, że został porwany i zakopany, nie ma zbyt wiele czasu ani tlenu, więc dzwoni. Do różnych instytucji, które traktują go przedmiotowo i zadają w kółko te same pytania „Obudził się pan w trumnie? Ale jak to w trumnie?”; do żony, która nie odbiera telefonu. Widz jest w tej skrzyni razem z bohaterem przez ponad 90 minut, robi się coraz bardziej dziwnie, a koniec nie jest może zaskakujący, ale z pewnością przygnębiający (choć można by wymyślić coś bardziej spektakularnego). Ryan Reynolds chyba nie był najlepszym wyborem do tej roli, za mało w tym było ludzkiego dramatu, za mało klaustrofobii. Jakiś niesmak pozostaje po tym filmie, nie potrafię go zdefiniować.


niedziela, 13 lutego 2011

19. 127 hours

Prawdziwa historia człowieka, który w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas wspinaczki wpadł w szczelinę w Wielkim Kanionie. Kamień przytrzasnął mu rękę i unieruchomił na tytułowe 127 godzin - zanim nie znalazł jedynego, acz strasznego rozwiązania swojej sytuacji. Film jest z jednej strony kameralny, z drugiej strony naznaczony nowoczesnością (montaż, sposób filmowania itd.). Historia prosta, wszystko niby wiadomo, ale i tak ogląda się ją w napięciu. Dobry film, nie jest łzawy, nie jest prosty, pokazuje szczerze człowieka i jego zmagania. Wyreżyserował Danny Boyle, człowiek o niesamowitym talencie do robienia różnorodnych filmów. To on zrobił Trainspotting, Slumdog'a, teraz ten film, a pomiędzy nimi wiele innych. Godne podziwu, a film godny polecenia.

18. Faster

Widać od razu po plakacie i obsadzie, że będzie sensacyjnie, szybkie tempo i nie za dużo do myślenia, tylko do patrzenia. Film, jak film, fabuła pod tytułem "wyszedłem z więzienia i teraz zamorduję wszystkich wrogów", jednak nie to jest istotne. Warto ten film obejrzeć dla samochodów w nim pokazanych, pięknych, nowych i starych. Wszystkie są szybkie i cudne, a kamera pokazuje je w świetny sposób. Jak dla mnie, samochody grają w tym filmie główną rolę, choć historia też jest ok. Tak czy siak, można się rozerwać.

środa, 9 lutego 2011

17. Darling aj low ju

Zdjęcia nie ma, bo to polski film dokumentalny zrobiony dla HBO, a my jakoś nie mamy tendencji promowania dokumentów. Bohaterkami filmu są właściwie trzy kobiety, dwie młode imprezowiczki i jedna pani w średnim wieku. Zachwycone Egiptem, a Egipcjanami w szczególności. Są podrywane, adorowane i wierzą, że to tak na serio. Ich zachowanie komentują dwaj mężczyźni z Polski (którzy niestety co do joty wypełniają stereotypową wizję Polaka w Egipcie), a zachowanie Europejek tak w ogóle- komentują sami Egipcjanie. Warto obejrzeć, bo wizja kobiet nijak nie ma się do wizji mężczyzn z Egiptu. Najlepszy jest ostatni kwadrans, dobitnie podsumowuje całość.

wtorek, 8 lutego 2011

16. Waiting for "Superman"


Film prezentuje system edukacyjny w USA. Niby nic takiego, ale w Polsce mamy dokładnie to samo. A to, co widać na ekranie nie napawa optymizmem. Większość szkół, całe masy, to przechowalnie młodzieży, która kończy edukację w wieku 15 lat i szlifuje bruki. Spora część szkół osiedlowych to molochy, gdzie nikt nie wie, o co chodzi, nikt niczego nie naucza, ani się nie uczy. Aby trafić do lepszej szkoły trzeba mieć pieniądze, a jeśli się ich nie ma – dużo szczęścia. Raz na jakiś czas te lepsze placówki organizują loterie, gdzie wystawiają 10 czy 20 miejsc dla 300 lub 700 chętnych. Jest też mowa o potwornej biurokracji, o rozbieżnych standardach w różnych stanach i o kreciej robocie związków zawodowych, które promują beznadziejnych nauczycieli i swoimi działaniami prowadzą do nie nagradzania tych dobrych i wybitnych.

W Polsce dążymy do tego samego i jesteśmy już naprawdę blisko. Jedyne co USA mają, a my nie – to kasa. Kasa jest, tylko wyrzucają ją w błoto. U nas brakuje, a i tak wydaje się ją na rzeczy totalnie zbędne (na przykład dlaczego szkoły kupują zbójecko drogie licencje na Windows, jeśli komputery w sekretariacie i sali informatycznej mogłyby działać na darmowym Linuksie? W skali roku to jakieś potworne pieniądze, ale co tam). Tak poza tym jest podobnie. System jest nastawiony na przepchnięcie ucznia od podstawówki do gimnazjum, nieważne, że nie umie czytać i ledwo pisze. Byle do 18tki, później radź sobie sam. To samo z nauczycielami, beznadziejni i wybitni mają te same widełki i tę samą kasę.

Wesoło nie jest. Polecamy obejrzeć, to już u nas jest i będzie się pogłębiać.

15. Love and other drugs


Fajny film, przez większość czasu zabawny, lekki i przyjemny; momentami tylko sentymentalny. Historia dość typowa jak dla tego gatunku (a jak mniemam jest to komedia romantyczna, choć naprawdę niegłupia). Jest on, czarujący i łamiący kobiece serca i jest ona, równie czarująca i równie lekko traktująca mężczyzn. Kosa trafia na kamień i jest śmiesznie. A czasem jest smutno, bo ona jest chora (no bo to jednak komedia romantyczna, nie może być idealnie). Oczywiście mamy przemianę bohaterów, parę wyciskających łzy scen. W tle – koniec lat 90-tych w Ameryce i boom przemysłu farmaceutycznego (to naprawdę dobry wątek tej historii; główny bohater jest przedstawicielem medycznym i sprzedaje na przykład Viagrę, a bajer ma taki, że szkoda gadać). Aktorzy – Jake Gyllenhaal i Anne Hathaway (zaskakująco... ładna, wszędzie wygląda jak krzywy wieszak, a tu zupełnie inaczej) idealnie dobrani, jak w korcu maku, widać na ekranie chemię między nimi przez co film ogląda się z przyjemnością, bo nie są jakimiś drewniakami, którzy tylko klepią tekst. W bonusie prześmieszny człowiek, który gra brata głównego bohatera i okrasza swoją wybujałą obecnością niejedną scenę. Polecam, nie jest to kino ambitne, ale fajnie się ogląda i jest zdecydowanie ciekawsze od typowej amerykańskiej rom com papki.

niedziela, 6 lutego 2011

14. Unstoppable

Dobra sensacja, dokładnie taka, jaka powinna być. Trzyma w napięciu, jest trochę strasznie, bardzo amerykańsko i dobrze się kończy. Polecamy, dobra rozrywka.

czwartek, 3 lutego 2011

13. Catfish

To nie jest film dokumentalny, ani nie opiera się na prawdziwej historii. To JEST prawdziwa historia. Taka, jakich wiele - nawiązana przez Internet i facebook znajomość zacieśnia się, a przypadek sprawia, że bardzo się komplikuje. Streszczanie fabuły nie ma sensu, warto za to film obejrzeć. Jest zaskakujący i obnaża głupotę współczesnego świata - bo cały czas nam się wydaje, że jak coś jest napisane w Internecie, na fb zwłaszcza, to musi być prawda. Polecam do obejrzenia wszystkim, którzy radośnie wywalają flaki na swojej Tablicy, nie blokują żadnych informacji, mają po milion zdjęć w profilu. Być może informacje o was żyją już własnym życiem na drugim krańcu świata...
p.s. to nie jest kolejne "Social network".

12. Due date

Tyle czekaliśmy, a okazało się, że nie było na co. Potencjał tego filmu został niestety zmarnowany. Mogła z tego być fajna komedia drogi ze świetnymi aktorami, a niestety wyszła typowa amerykańska głupia komedyjka, ze standardowymi żartami o wszelkiego rodzaju płynach ustrojowych. Wielka szkoda.

wtorek, 1 lutego 2011