poniedziałek, 29 listopada 2010

Amber "Koźlak"

W związku z silnie padającym śniegiem postanowiłem sięgnąć po bardziej treściwe i dostarczające więcej rozgrzewającego alkoholu piwo. Sięgnąłem po koźlaka czyli bock bier. Ciemne, mocne piwo dolnej fermentacji. Najpopularniejszym chyba piwem tego typu w Polsce jest "Koźlak" z browaru Amber. Postanowiłem właśnie to piwo wziąć dzisiaj do recenzowania. Kolor bardzo ciemny bursztyn. niektórzy twierdzą że za jasny jak na bocka, ale mi się podoba. Piana początkowo gęsta i puszysta szybko opada (minus). Zapach słodki i słodowy z nutą kawy i karmelu. W smaku jest bardzo podobnie, choć na początku czuć wyraźna goryczkę. Wysycenie dwutlenkiem węgla początkowo jest ok, ale pod koniec picia jest prawie niewyczuwalne. Opakowanie pierwsza klasa, nadrukowany kozioł na butelce bardzo mnie urzeka :). Polecam na zimowe wieczory.

niedziela, 28 listopada 2010

Grafenwalder Hefe Weissbier

I jeszcze jedno piwo dziś. Nazwany "królem taniochy" pszeniczny Grafenwalder z Lidla za (werbel) 1.79zł. Za tą cenę nie można się spodziewać zbyt wiele. A jednak jest to jak najprawdziwszy pszeniczniak. Kolor wpadający w mętno-żółto-pomarańczowy, może zbyt ciemny jak na "białe" piwo. Wysycenie CO2 szczypiące w język co idealnie pasuje do piw pszenicznych. Niestety, mimo tego piana utrzymuje się bardzo krótko i znika bezpowrotnie, co trochę kłóci mi się ze standardami. Teraz najważniejsze, czyli smak i zapach. Silne nuty goździkowo-bananowe wyczuwane nozdrzami łączą się z goryczką smaku. Jestem bardzo zadowolony z tego piwa, a patrząc na cenę to nawet dwa razy. Polecam wszystkim, którzy kochają "pszenicę" i fanom Paulanera, którzy nie chcą płacić 5zł za piwo.

Wexford Irish Cream Ale

Kolejne Ale. Tym razem w wersji Creme. Piwo posiada wewnątrz puszki słynnego widgeta, który powoduje że piwo wygląda jak by było nalane w prawdziwym pubie na Wyspach. Wrażenia z nalewania są niesamowite. Pierwsze jest takie jakbyśmy nalewali mleko, które przeistoczy się w kremową piankę, utrzymującą się do końca picia. Kolor jak to w "ejl" - herbaciany. Wysycenie CO2 (a właściwie azotem z widgeta) małe i tak powinno być. Zapach bardzo słodowy i słodkawy. Niestety w smaku na pierwszy plan przebija się goryczka, która utrzymuje się przez cały czas i tłumi resztę doznań smakowych w postaci bukietu owocowo-słodowego. Mimo goryczki piwo jest delikatne, jak na mój gust aż za bardzo. Zapewne do niego nie wrócę.

Ale Ale

"Ale Ale" chyba pierwsze polskie piwo zrobione przez komercyjny browar w stylu Ale. Miło jestem zaskoczony tym, że w kraju lagera i piw dolnej fermentacji o dość stonowanym smaku, ktoś zdecydował się na górną fermentację (wcześniej był Frater podwójny, ale niestety właściciel Tyskiego przerwał produkcję). Piwo ma bursztynowy kolor. Piana niezbyt duża i po 15 minutach opada; bardzo dobrze w końcu to Ale :). Smak i zapach bardzo bogaty, wręcz ziołowo-kwiatowy. Czuć karmel i aromatyczny chmiel, który utrzymuje się na końcu języka. Nagazowanie średnie, co też pasuje do stylu. Etykieta skromna, bez polotu, ale bardzo duży plus za informacje o składzie. Bardzo polecam i mam nadzieję że więcej browarów zacznie robić coś więcej niż "jasne pełne".

sobota, 27 listopada 2010

Magnus


Dziś pijemy piwo Magnus z browaru Jagiełło.
Hedonista wybrał Magnusa bez dodatków i o nim napisał, ja natomiast dziś piję Magnusa wiśniowego, a wcześniej próbowałam czekoladowego.
Magnus posiada wspaniały ciemny kolor, pod światło jest ciemno bursztynowy, wręcz czerwony. Piana gęsta i pozostawiła przez cały czas picia cienką warstewkę. Zapach i smak bardzo słodki i słodowy. Czuć karmel i bardzo słabo chmiel. Wysycenie dwutlenkiem węgla bardzo małe,co pasuje do tego piwa. Brak na etykiecie składu, ale wierzę że było warzone z pięciu gatunków słodu. Polecam wszystkim którzy nie lubią gorzkiego piwa.
Magnus czekoladowy i wiśniowy są pyszne, jednak są to ciężkie, dość mocne piwa (6%), podobnie jak wersja bez dodatków serwowane w butelkach 0,33 (z przyczyn obiektywnych, moim zdaniem naprawdę taka ilość wystarczy, żeby posmakować). Zapach czekolady i wiśni jest piękny i prawdziwy – nie ma w tych piwach sztuczności i cudowności jak w napojach wiodących firm które piwa smakowe tylko udają. Do mnie osobiście bardziej przemawia czekoladowa wersja, jest niezwykła, intensywna i inna niż to, czego do tej pory próbowałam. Polecam jednak obydwa, warto się zapoznać.

piątek, 26 listopada 2010

140. Scott Pilgrim vs. The World

Reżyserzy Shaun of Dead i Hot Fuzz zabrali się za adaptację komiksu i powstał
G-E-N-I-A-L-N-Y
film!
dwie godziny świetnej zabawy, jazdy bez trzymanki, niesamowitych dialogów, odjechanych zmian scenerii. Dawno się tak nie śmialiśmy. Historia jest prosta: Scott interesuje się pewną tajemniczą dziewczyną, zaczynają się spotykać i tu pojawia się problem. Pojawiają się jej byli faceci, sztuk siedem, których Scott musi pokonać, aby nikt nie stał na drodze do jego szczęścia. Prawdziwie smakowity kąsek dla graczy, masa odniesień do znanych bijatyk, sceny walk po prostu niesamowite i każda inna, wizualnie fantastyczne. Poza tym życie miesza się z grą, w bardzo udany sposób. Całość jest po prostu super. Nie jesteśmy pewni, czy ktoś, kto nie gra na konsoli doceni ten film, pewnie nie, ale polecamy wszystkim fanom gier i komiksów, bo jest MEGA!!!

TRAILER TU!

czwartek, 25 listopada 2010

139. Jesus camp


Flaki mi się przewracały podczas oglądania tego filmu. Idealny przepis na pokornego chrześcijanina? Bierzemy dziecko i kładziemy mu w głowę od najmłodszych lat, że tylko Jezus może go zbawić, uczynić jego życie istotnym, nadać mu sens. Przy okazji organizowania obozów religijnych można też opowiadać ośmiolatkom o tym, że rząd jest beznadziejny i trzeba go zniszczyć, opowiadać o aborcji i sugerować, że modlitwa pomoże ją powstrzymać w Ameryce. Można też doprowadzać tabuny dzieci do płaczu, ryku wręcz na zasadzie "tak ci się tylko wydaje, że jesteś fajny, na pewno zrobiłeś coś złego, pomyśl, przypomnij sobie, módl się o rozgrzeszenie". Straszny film, momentami byłam naprawdę zszokowana. A, i jeszcze modlili się za Bush'a, (film z 2006 roku) normalne to to nie było.

wtorek, 23 listopada 2010

138. Black Gold


Film o kawie "od kuchni". Narratorem jest Tadesse Meskela, człowiek który ma misję - pomóc Etiopczykom w uzyskaniu lepszej ceny za kawę, poprawę jakości ich życia. Film jest z 2006 roku, od tego czasu coś się ruszyło w kwestii uczciwego handlu kawą, wiele firm - choćby Coffee Heaven chwali się, że ich kawa pochodzi z plantacji Fair Trade, gdzie pracownicy są dobrze traktowani i godziwie opłacani. Niemniej jednak jest multum firm, które mają to gdzieś, nadal.
Pomijając to jak wygląda biznes to etiopska bieda i myślowy beton pokazany w tym filmie są porażające i straszne. Mają w ręku złoto i nie potrafią nic z tym zrobić, warunki ich życia są tragiczne, wszystko jest bez ładu i składu. Polecam obejrzeć, bo to dogłębne studium ludzkiej głupoty. Czarni bracia nauczyli się totalnie polegać na pomocy z zewnątrz i chce im się coraz mniej robić cokolwiek, w filmie jednostki myślące można było policzyć na palcach jednej ręki. A nie ma nic gorszego niż rozdawnictwo. W Polsce też widać efekty dawania wszystkiego za darmo.
Film reklamuje hasło " Twoja kawa już nigdy nie będzie smakować tak samo". Moja smakuje wyśmienicie, a najbardziej z tego filmu zapamiętałam to, że ludzie są beznadziejnie niereformowalni, a nieliczne inteligentne jednostki muszą się urabiać po łokcie, żeby ten świat jakoś się kręcił.

niedziela, 21 listopada 2010

137. I love you Phillip Morris


Świetny film. Czasami zgrzytałam zębami, bo głównymi bohaterami jest para gejów, z całą gamą mniej lub bardziej znośnych gejowskich zachowań, a ja nie jestem tolerancyjna. Jednak historia jest świetna, na dodatek oparta na faktach - jednak to prawda, że życie pisze najlepsze scenariusze. Zaczyna się niewinnie - jest sobie Steve, który prowadzi zwykłe życie,aż przytrafia mu się wypadek samochodowy i od tego momentu postanawia żyć zgodnie ze swoją własną wizją (czyli być gejem pełną gębą, pławić się w luksusie i miło spędzać czas). Jednak na luksusy trzeba kasy, więc Steve zaczyna kombinować, oszukiwać,a to się nie może dobrze skończyć. Chyba, że jednak tak. W wiezieniu poznaje miłość swojego życia - tytułowego Philippa. Dalej ich historia toczy się burzliwie, schodzą się i rozchodzą, a przekręty Steve'a stają się coraz bardziej wyszukane i wielomilionowe. Na końcu nie ma happy endu, a film ten to komediodramat, naprawdę wart obejrzenia, choćby ze względu na to, że jak się już myśli, że się wie, co będzie dalej to następuje jakiś totalnie niesamowity zwrot akcji. Świetne role zagrali Jim Carrey i Ewan McGregor; generalnie mam alergię na Carrey'a, ale tu spisał się świetnie.

sobota, 20 listopada 2010

136. Going postal


Kolejna po "Hogfather" i "Colour of Magic" filmowa - telewizyjna adaptacja książki Terry Pratchett'a. Jego książki są super, a ich wizualizacje tworzone dla telewizji Sky są po prostu genialne. Polskie filmy kinowe nie są tak dobre jak ten telewizyjny. Nie wiem, jak odbierają te dzieła osoby, które nie czytają Pratchett'a, bo świat pokazany w nich jest specyficzny, dużo tam fantastyki, ironii i angielskiego poczucia humoru, ale zawsze to wszystko jest aktualne i świetnie odnosi się do świata współczesnego. Ja czytam i uwielbiam filmy, a ten jest naprawdę super. Pozytywny, pełen niesamowitych postaci, doskonałych dialogów i wizualnie świetny. Dwie części po półtorej godziny każda, więc można sobie rozłożyć na porcje. Polecam!

środa, 17 listopada 2010

135. American Beer

Kolejny film dokumentalny o amerykańskim przemyśle piwnym. Tym razem pokazujący tylko browary rzemieślnicze. Wszystko jest utrzymane w konwencji filmu z wakacji. Wakacji które polegały na odwiedzeniu 38 browarów w 40 dni. Widzimy grupkę przyjaciół, którzy w dość imprezowy sposób chcą dowiedzieć się czegoś więcej o małych browarach, ich wyrobach i ludziach którzy je stworzyli. Bardzo pouczająca historia, pokazująca że Dawid może walczyć z Goliatem. Też bym tak chciał w Polsce.


Trailer: tu

poniedziałek, 15 listopada 2010

134. Beer Wars

Beer Wars to film dokumentalny o sytuacji na amerykańskim rynku piwnym, który zdominowany jest przez 3 producentów. Anheuser-Busch, Coors Brewing Company i Miller posiadają 95% amerykańskiego rynku. Film w bardzo przystępny sposób pokazuje monopolistyczne praktyki i bezduszne wypuszczanie na rynek pozbawionych smaku piw oraz bardzo ciężkie zmagania pozostałych 5% amerykańskiego piwnego rynku czyli małych, rodzinnych, rzemieślniczych browarów. Firmy które przede wszystkim chcą warzyć dobre piwo. W filmie moim zdaniem możemy znaleźć analogie do polskiego piwnego rynku który jest zdominowany przez Kompanię Piwowarską, Grupę Żywiec i Carlsberg Polska. Obejrzyjcie i zastanówcie się co pijecie.

niedziela, 14 listopada 2010

133. The American

Dziwny, przygnębiający, ciekawy i pięknie nakręcony film. Nic tak właściwie nie wiadomo, rozwiązanie przychodzi w ostatnich minutach. Warto. Dla muzyki, pięknych kadrów i leniwie rozwijającej się historii.

sobota, 13 listopada 2010

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Trylogia Millenium część 1 .

Dawno nie czytałam tak wciągającej, dobrej, sprawnie napisanej książki. Wciąga z butami i nie ma zmiłuj. Nie ma obiadu, nie ma prania, naczynia leżą niepozmywane, konsole niewłączone, laptop nietknięty. Niesamowita jest ta książka i cieszy mnie bardzo fakt, że jest jedną z trzech. Pierwsza jest zamkniętą całością, w kolejnych - które dopiero przeczytam - pojawiają się ci sami bohaterowie. Stieg Larsson o którym wiem tylko tyle, że zmarł zanim książka odniosła sukces, jest pisarzem o dziennikarskim zacięciu, detektywistycznym talencie, pisze zajmująco a przy tym przystępnie i klarownie. Obgryzałam paznokcie z poirytowania, że nie czytam jeszcze szybciej i razem z głównym bohaterem i jego pomocniczką starałam się rozwiązać sprawę. Polecam, bardzo. Ja sobie dawkuję przyjemność i teraz czytam coś zupełnie innego, ale myślę, że pod choinką znajdę część drugą i trzecią, i wtedy nie ma mnie dla nikogo :)

piątek, 12 listopada 2010

132. Unthinkable


Trzymający w napięciu film. Jak już się wydaje, że wszystko wiadomo i że koniec, to nagle się okazuje, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane. Świetna rola Samuela L. Jackson'a. A tak w ogóle to o terroryzmie, ale nie nudno.

wtorek, 9 listopada 2010

Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków.


Książka jest osobliwa tak jak i jej tytuł. Mary Roach podchodzi do sprawy z wielką starannością. Z dużą dozą humoru, nie przekraczając granic dobrego smaku pisze o tym, co się dzieje z ludzkim ciałem po śmierci. Nie tyle o procesach chemicznych i dajmy na to gniciu, czy jedzeniu przez robaki, ale bardziej o tym, do czego zwłoki mogą służyć zanim się rozłożą i staną bezużyteczne. A okazuje się, że ludzkie ciało, martwe ciało, jest niezwykle pomocne w wielu kwestiach. Pomocne studentom, lekarzom, kryminologom, osobom zajmującym się badaniem katastrof, prowadzeniem crash testów, żołnierzom i całej rzeszy eksperymentatorów, którzy w dużym skrócie - dzięki martwym ludziom ułatwiają lub ratują życie ludziom żywym. Po śmierci każda nasza część się na coś przyda, o ile zapiszemy siebie w darze nauce. Książka jest podzielona na liczne rozdziały, każdy koncentruje się na jakimś ciekawym zjawisku, a autorka odwiedza kilka interesujących i nawet czasem budzących grozę miejsc.
Polecam, ale nie przy jedzeniu.

sobota, 6 listopada 2010

131. The other guys

Sympatyczna nabitka z filmów o policyjnych partnerach. Jest oczywiście jakaś intryga, akcja, trochę pościgów i strzelania, nawet kilka zabawnych momentów. Rozrywka w wersji light.

poniedziałek, 1 listopada 2010

130. The Social Network

Świetny film, genialne dialogi, nie mogłam się oderwać. O tworzeniu facebook'a, o tym jak zostać miliarderem w bardzo młodym wieku i o tym, jak szybko stracić przyjaciół. O tym, jak to jest być chciwym socjopatą też. Rewelacyjny film, choć trochę przekolorowany, ale niezwykle udany. Nie napiszę nic więcej, bo mnie jeszcze pozwą :)

128/129. Wall Street / Wall Street : Money never sleeps




Pierwszy film obejrzeliśmy jakiś czas temu (nie przypominam sobie, żebym go wcześniej widziała, w sensie w tym czasie, w którym był popularny) żeby przygotować sobie grunt do sequelu- Money never sleeps. Pierwszy film był nudny, ale zabawnie było pooglądać komórki w kształcie i o wadze cegieł i generalnie świat sprzed iluś tam lat. Część drugą zmęczyliśmy przez godzinę i naprawdę dalej się nie dało. W każdym razie nam było szkoda czasu, przełączyliśmy się na inny film.