piątek, 10 sierpnia 2012

41. Ted

Niech Was nie zwiedzie słodki wygląd tego misiaczka. Ted pije, pali i stosuje chamskie metody podrywu. To absolutnie nie jest film dla dzieci, oj nie! Zaczyna się niewinnie - w burzową noc pewien chłopiec na głos wypowiada życzenie: chce, aby jego miś ożył. A że jest Boże Narodzenie, czary się dzieją, no i pluszak rozpoczyna swoją przygodę w ludzkim świecie. Ta komedia jest totalnie odlotowa i "po oporach", dialogi są zabójcze, pomysł świetny. Dodatkowym smaczkiem jest spory wątek dotyczący Flash'a Gordon'a - naszego kultowego filmu. Polecamy!

1Q84- Haruki Murakami

Haruki Murakami pisze w tak charakterystyczny sposób, że albo się go kocha, albo nienawidzi, albo jest się bardzo zaciekawionym. To kolejne dzieło tego autora z którym miałam okazję się zmierzyć i chyba najlepsze z tych, które wpadły w moje ręce. Głównymi bohaterami są Tengo i Aomame, których łączy szczególna i skomplikowana relacja, przekraczająca logikę, czasoprzestrzeń, wszystko właściwie. Murakami bez najmniejszego problemu kreuje równoległe światy, intrygę całkiem sensacyjną rzuca w świat fantazji i domysłów. To w jaki sposób pisze jest niesamowite - oszczędnie, bez zbędnych ozdobników, każde słowo jest na swoim miejscu. 1Q84 to trzy opasłe tomiszcza, które wciągają straszliwie, nie da się od tej książki odejść dopóki nie przeczyta się ostatniej strony.

środa, 1 sierpnia 2012

38.-40. Batman Begins; The Dark Knight; The Dark Knight Rises

Trylogia o Batmanie (w tej odsłonie) zaczęła się w 2005 roku Batman Begins. Z dzisiejszej perspektywy film ten był słaby, nudny, i jedyne co było w nim w miarę interesujące to geneza "narodzin" bohatera. W 2008 w kinach pojawił się The Dark Knight, nieco lepszy, bardziej mroczny. Zachwyt (nie do końca zasłużony) budził szczególnie Heath Ledger, który dostał nawet Oscara za tę rolę, ale pewnie tylko dlatego, że wcześniej popełnił samobójstwo i inaczej nie wypadało. Bo jego rola nie była odkrywcza, wziął to co najlepsze od poprzedników i dopracował makijaż. Wielkie halo. Oczywiście w drugim filmie technika poszła znacznie do przodu i Batman miał o wiele fajniejsze zabawki. Ale dla równowagi dziewczynę jeszcze brzydszą niż w części pierwszej (w rolę tej samej ukochanej wcielała się najpierw Katie Holmes, później - Maggie Gyllenhaal; dziś wyglądają o wiele bardziej korzystnie niż w tych filmach).
The Dark Knight Rises zapowiadany był jako film genialny, odkrywczy i tak dalej. Trailery skutecznie budowały napięcie, a prasa i Internet bardzo zachęcały do obejrzenia tego dzieła zbierającego entuzjastyczne recenzje. Dziś w kinie przez dwie i pół godziny męczyliśmy coś, co nie było ani genialne, ani odkrywcze, było po prostu nijakie. Każdy oczywiście może iść do kina i wyrazić później własną opinię, jednak z naszej strony zawód jest ogromny. Wizualnie przeciętnie, nic nowego, zabawki te same. Czarny charakter - Bane, okazuje się mięczakiem. Pojawia się Kobieta Kot - nawet niezła, ale kolaboracja z Batmanem sięga trochę za daleko. Generalnie jest jakoś tak cukierkowo, niedobrze się robi, a samo zakończenie jest tak podane na tacy, tak eliminujące domysły, że aż irytujące. Jedyne, co z tego wszystkiego wynika to fakt, że Christian Bale nie będzie już grał Batmana i to jest piękne. A już tak poza wszystkim, to komiks z Bane'm i Batmanem przewyższa zdecydowanie ten słaby scenariusz, wystarczyło tylko to pokazać, zamiast zmieniać wszystko w bezsens.

środa, 25 lipca 2012

37. Prometheus

Prometeusz powala na kolana wizualnie. 3D jest tutaj wyjątkowo na miejscu, wiele scen jest wręcz przepięknych, a początek filmu - na statku - to prawdziwy majstersztyk. Zachwycająca jest też kreacja aktorska Michaela Fassbendera, który ma w tym filmie szczególną rolę i doskonale się w nią wciela. To, co zrobili pozostali aktorzy należy pozostawić indywidualnej ocenie. Nie są źli. Szkoda tylko, że do kluczowej roli zatrudniono Noomi Rapace, która nadal jest suchym drewnem bez seksu, i chociaż rola uroku od niej nie wymaga, to i tak jest ciężkostrawna.
Co do scenariusza... Całe szczęście, że człowiek wychodzi z kina "zamroczony" stroną wizualną, i może nie chce mu się potem w domu rozbierać filmu na części pierwsze. Bo jak się tak chwilę zastanowić... to scenariusz jest po prostu słaby. 
Początek niczego nie wyjaśnia, i jest nie wiadomo po co, bo później nic  z tego nie wynika. Dalej mamy piękne sceny na statku, i dopóki ekranem rządzi Fassbender, wszystko jest w miarę ok. Ale później budzi się reszta załogi i gdzie zaczyna się Prometeusz, tam kończy się logika. W sumie to nic z tego filmu nie wynika, stawiane są pytania na które się nie odpowiada i im dalej w las, tym bardziej bezsensownie. Oczywiście 3D i natłok wizualnych atrakcji dość skutecznie odciąga od tego typu rozważań, jednak szkoda, że ciężko ostatnio o filmy, które byłoby dobre scenariuszowo i wizualnie jednocześnie.
Podsumowując, można iść, nie zaszkodzi, ale wiekopomne dzieło to to nie jest.

czwartek, 14 czerwca 2012

Touch


Touch był szeroko reklamowany i od początku miał spore grono zachwyconych widzów, postanowiliśmy więc wytestować to dzieło. Pomysł jest bardzo ciekawy, natomiast realizacja nie zawsze satysfakcjonuje, niestety. W Touch obserwujemy skomplikowaną relację ojca z autystycznym synem (matka wcześniej zginęła w zamachach 11 września). Dziecko jest piekielnie inteligentne i ma błyskotliwe przemyślenia, którymi dzieli się w początkowej narracji do każdego odcinka. Niestety, w serialu Jack uparcie milczy i porozumiewa się z ojcem za pomocą cyfr. Pisze sobie w zeszyciku, a biedny tata ma biegać po całym mieście i zgadywać o co dziecku chodzi. Naturalnie, odnosi sukces w tej materii, relacje z dzieckiem się polepszają, świat staje się też nieco lepszy dzięki ich wspólnym interwencjom w różnych sprawach. Żeby jednak nie było za wesoło urzędnicy uważają, że Jack ma zbyt małe wsparcie ze strony ojca i postanawiają umieścić go w specjalnym zakładzie opiekuńczym. Tak więc serial toczy się na wielu płaszczyznach. Mamy wątek ojca walczącego o kontakt z synem, walczącego o prawa do opieki nad dzieckiem. W każdym odcinku jest pokazana jakaś wielowątkowa historia związana z numerem, który akurat zapisał Jack. Do tego jest dość obszerny wątek „konspiracyjny” - Jack to nie jest zwykły autystyczny chłopiec, jest jednym z kilkunastu ludzi na Ziemi, którzy WIEDZĄ itd. Trzeba przyznać, że początkowe odcinki są interesujące, jednak im dalej w las, tym słabiej. Środek serialu jest nieciekawy, jakby nagle reżyser stracił impet i zapał. Dopiero dwa odcinki finałowe w interesujący sposób zbierają ze sobą bohaterów wcześniejszych historii, a samo zakończenie jest świetne. Trudno nam jednak zdecydować, czy będziemy oglądać drugi sezon Touch. Może niekoniecznie.

36. Indie Game: The Movie



Indie Game: The Movie to film dokumentalny o tym, jak grupa zapaleńców poświęca wszystko, aby oddać się swojej pasji. Film pokazuje zmagania twórców trzech niezależnych gier: Braid, Super Meat Boy i Fez. Widzimy jak poświęcają cały swój czas, życie osobiste i pieniądze. Gonią za pasją którą jest pokazanie ludziom magicznych światów zapisanych w kodzie gier. Wbrew pozorom film dokumentalny o grach komputerowych nie jest lekki i przyjemny. Możemy zobaczyć zmagających się z czasem i brakiem wsparcia od Microsoftu twórców SMB Edmunda McMillen i programistę Tommy'ego Refenes. Tworzyli swój projekt dwa lata, a w dniu premiery okazało się, że Microsoft nie wywiązał się z obietnic promocji ich gry. W jeszcze gorszej sytuacji jest twórca Fez Phil Fish, który nie może dogadać się ze swoim byłym parterem, który blokuje rozwój gry na którą Phil poświęcił już 5 lat. Polecam z całego serca zobaczyć tą emocjonującą podróż, opętanych manią tworzenia idealnej elektronicznej sztuki artystów. Warto dodać, że film ten wygrał nagrodę na Sundance Festival za najlepszy film dokumentalny.

Terriers - serial


Terriers to naprawdę świetny serial i wielka szkoda, że został zdjęty z anteny po pierwszym sezonie, czyli po 13 odcinkach. Wszystko w tej produkcji jest na swoim miejscu. Główni bohaterowie to para kumpli – były gliniarz-alkoholik Hank i były włamywacz Britt. Wspólnie prowadzą działalność detektywistyczną , co oczywiście dostarcza interesujących tematów do poszczególnych odcinków. Jest też jeden wątek, który rozwija się w miarę trwania serialu. Poza tym – dla równowagi- obok części sensacyjnej jest też miejsce na rodzinę, relacje z bliskimi, czas na retrospekcje, na zaprzyjaźnienie się z Hankiem i Brittem do tego stopnia, że na koniec 13 odcinka jest po prostu smutno, że więcej nie będzie. Cudów nie ma w tej produkcji, ale jest w niej coś fajnego. W epizodycznych rolach pojawia się wiele zabawnych i charyzmatycznych postaci, wątki prywatne są interesujące, a sprawy kryminalne wciągające. Do tego odpowiednia muzyka, dobrzy aktorzy, świetne dialogi, interesująca fabuła. Polecamy, mimo tego, że to tylko jeden sezon. Jednak warto obejrzeć. Bardzo odprężający serial.

czwartek, 7 czerwca 2012

35. Śnieżka i Łowca


Śnieżka i Łowca to film który oczarowuje warstwą wizualną i pozytywnie zaskakuje jeśli chodzi o warstwę aktorską. Prawda jest taka, że w każdym dziele filmowym można znaleźć jakieś wady jeśli bardzo się chce. Tylko po co? Historia, którą opowiada film jest wszystkim doskonale znana, wprawdzie zdarzają się drobne odstępstwa od reguły, ale tylko na plus. Królową gra Charlize Theron i robi to rewelacyjnie. Gra emocjonalnie, czasami groteskowo, cały czas na wysokim C i dla tej postaci to bardzo dobra droga. W Śnieżkę wciela się Kristen Stewart, znana z tego, że "robi" cały film jednym wyrazem twarzy. Tutaj można doliczyć się ze trzech, plus sceny gdzie ma łzy w oczach. Należy jednak pamiętać, że w oryginalnej historii Śnieżka była dziewczęciem znanym głównie z urody i dobrego serduszka, a nie elokwencji. Dodatkowo negatywnie na jej zdolności komunikacyjne wpływał fakt, że królowa ją izolowała, bo bała się wiadomo o co. Jeśli chodzi o wizualizację Śnieżki to Stewart była dokładnie taka jak trzeba - karmin ust, skrzydło kruka na włosach i cera blada jak porcelana. Trzecią ważną postacią w tym filmie jest Łowca - przewodnik Śnieżki po świecie pełnym złych ludzi. W tę postać wciela się Chris Hemsworth i podobnie jak w "Thorze" bazuje na niskim głosie i muskularnej posturze. Bo to Łowca wszakże, nie od gadania, tylko od tropienia i bronienia. Na końcu się okazuje, że jednak to podobieństwa się przyciągają:)
Jeśli zaś chodzi o to, co widać na ekranie, sposób filmowania, bajeczne ujęcia, zmiany scenografii i plenerów to ten film po prostu nie ma wad. Sceny w mrocznym lesie są graficzne, klarowne, zimne. W królestwie krasnoludów z kolei mamy klimat jak z bajek Disney'a - kicające króliczki, motyle, nieznośnie zieloną trawę. Same krasnoludy są świetnie zagrane przez plejadę wybitnych aktorów, później komputerowo zmniejszonych. Sceny batalistyczne są realistyczne, dynamiczne, brudne i krwawe, widać w nich prawdę. Te wszystkie obrazki, plus kilka scen z bardzo ciekawymi efektami specjalnymi komponują się w doskonałą wizualną całość okraszoną całkiem niezłym aktorstwem. Theron oczywiście bryluje, ale to trójka głównych bohaterów tworzy klimat tego filmu.
Naprawdę warto iść do kina i ucieszyć oczy. Polecamy!

niedziela, 3 czerwca 2012

34. Iron sky


Iron sky na zajawkach wygląda imponująco. I to by było na tyle. Amerykańska misja kosmiczna z czasów „teraz” ląduje na Księżycu. Tam zastaje świat z 1945 roku w niemieckiej wersji. Odpowiednio się witamy, wielbimy Hitlera, takie tam. Jeden z kosmonautów zostaje zabity, a drugi - czarnoskóry - budzi duże i niezdrowe zainteresowanie nazistów. Jest im jednak potrzebny aby wrócić na Ziemię i zdobyć telefony komórkowe, które napędzą kosmiczne nazistowskie maszyny stworzone do podbicia Ziemi. Daliśmy radę wytrwać połowę filmu. Wizualnie jest naprawdę fajnie i ciekawie, chociaż boleśnie stereotypowo. Scenariusz to totalna porażka, jakby to pisał polski kabaret. Nie do końca wiadomo o co chodzi, przerwy między żartami są przydługie, a i same żarty nie za bardzo. Drugą połowę filmu obejrzeliśmy w opcji przyspieszonej i też było nudno. Można sobie darować.

sobota, 2 czerwca 2012

33. Headhunters - film i książka Jo Nesbo


Ta książka - "Łowcy głów" jest zupełnie inna niż seria o detektywie Hole. I to świetnie, że tak poczytny autor jak Nesbo jest w stanie napisać coś z totalnie odmiennej perspektywy. Historia jest niezwykle pokręcona, a zaczyna się niewinnie. Głównym bohaterem jest Roger- łowca głów. Roger ma piękną żonę - Dianę, cudowny dom, dobre życie... a do tego długi (bo żyje ponad stan) i drugą pracę - złodzieja dzieł sztuki. Udaje mu się balansować jakoś życie prywatne i zawodowe dopóki na horyzoncie nie pojawia się Clas Greve - idealny kandydat na kierownicze stanowisko firmy, dla której werbuje Roger. A przy okazji posiadacz bardzo drogiego obrazu i konkurent do serca Diany. Od tego momentu przestaje być słodko, a zaczyna być zaskakująco. Czasem aż trudno uwierzyć, że coś się w tej książce wydarzyło, a zakończenie jest bardzo interesujące.

Film jest dobrą adaptacją książki, choć oczywiście pomija kilka kwestii i skupia się raczej na wątku sensacyjnym. W książce dużo jest wewnętrznych przemyśleń Rogera, szczególnie o jego relacjach z żoną i ojcem, na co w filmie nie starcza czasu. Jednak jest to ciekawy sensacyjny obraz, zaskakuje jak książka, budzi śmiech, odrazę, zaciekawienie i zaskakuje. Oryginalna ścieżka dialogu to język norweski, aktorzy są raczej nieznani poza jednym wyjątkiem. W postać Clas'a Greve wciela się Nikolaj Claster - Waldau, czyli Kingslayer z Game of Thrones, i tutaj również robi wrażenie. 

Polecamy obydwie wersje.

niedziela, 27 maja 2012

Jo Nesbo - Phantom

Kolejna książka o Harrym Hole. Jest doskonała, jak każda książka z tej serii: historia powala na kolana, a zakończenie jest wręcz szokujące. Nesbo rozwija się z każdą książką o Harrym, a Phantom to prawdziwy kryminalny majstersztyk. Polecam. Pod koniec czerwca będzie dostępna w Polsce.

32. Safe house

Fajny sensacyjny film, który zaczyna się pościgiem pieszym, samochodowym, strzelaniną i morderstwem i później zupełnie nie traci na tempie. Ryan Reynolds gra agenta CIA, a Denzel Washington byłego agenta poszukiwanego za szpiegostwo. Ich drogi splatają się w tytułowym safe house i przecinają przez cały film. Choć teoretycznie są wrogami w praktyce różnie to bywa, a okoliczności zmieniają się bardzo dynamicznie. Aktorsko jest super, tempo zabójcze, nie ma chwili na oddech. Polecamy.

31. Mirror mirror

Kolejna wariacja na temat Śnieżki i Złej Królowej, bardzo udana. W tej wersji w królową wciela się genialna w tej roli Julia Roberts, a w Śnieżkę Lily Collins. Konflikt między nimi jest oczywiście powodowany zazdrością o urodę, no i jeszcze dodatkowo walką o wyjątkowo przystojnego księcia. Wszystko jest podane lekko i na wesoło, ładnie nakręcone, dialogi są sprawnie napisane, a zakończenie powala na kolana. Uroczy filmik.

30. Act of Valor

Act of Valor to film, który z jednej strony jest prezentacją możliwości amerykańskiej armii, a te są wielkie i imponująco sfilmowane. Z drugiej - usiłuje być historią gloryfikującą wojnę i poświęcenie żołnierzy, chce wzbudzać emocje, promować bohaterów - i w tej części mocno kuleje, bo aktorsko jest słaby. Jednak w gruncie rzeczy nie to jest ważne. Ważna jest właśnie ta pierwsza część. Praca kamery - zachwycająca, nietuzinkowe pomysły na ujęcia, widać pot, krew, skomplikowaną strategię i ciężką robotę na polu walki. Kule świszczą, trupy padają po obu stronach, ale nie jest to kolejny wideoklip pełen krwi, tylko obraz dopracowany w detalach, z finezją. Są takie ujęcia, że dech zapiera i na tym należy się w Act of Valor koncentrować. Prawdziwa uczta dla oczu.

środa, 16 maja 2012

29. The Avengers

Ależ fajny film! Mieliśmy naprawdę wielkie oczekiwania i zostały spełnione. Bardzo udany balans między prezentacją postaci i niesamowitymi scenami walki. To film rozrywkowy na całego - pełen wybuchów, żartów, charyzmatycznych bohaterów i oczywiście obowiązkowo najeźdźców z obcej planety. Każda postać ma swoje pięć minut, co jest satysfakcjonujące zarówno dla widzów, którzy śledzą losy superbohaterów, jak i dla tych, którzy się tematem nie interesują. Efekty specjalne miażdżą mózg, a sekwencje bijatyk jeden na jeden są rozkoszą dla oczu. Na dodatek każdy bohater jest kompletnie inny od reszty. Kapitan Ameryka - prawdziwy żołnierz, niebieskie oczy i blond grzywka i nieodparte poczucie obowiązku. Iron Man - zawsze skory do żartów i lekko cyniczny. Hawkeye! W tym filmie cichy bohater, daje czadu. Thor - wyjęty z kart komiksu, z głosem ze studni i poglądami z kosmicznego średniowiecza. Zaskakująco ciekawy Hulk, który w końcu zaczął myśleć. Na osłodę - Black Widow, tłucze wszystko, co się rusza. I w charakterze wisienki na torcie - Loki. Genialny mistrz zła. Najlepsze w tym filmie jest to, że mimo natłoku postaci i zdarzeń jest bardzo sensowny, nie ma wątków od czapki, które się nie kończą, nie ma niekonsekwencji. Bardzo dobre rozrywkowe kino. I prawdziwa uczta dla fanów.

poniedziałek, 14 maja 2012

Lech Shandy

No, dorobiliśmy się w końcu w Polsce tak zwanego radlera - czyli mieszanki piwa i lemoniady w proporcji 50/50. Piwo idealne na gorące dni, bardzo orzeźwiające i lekkie - tylko 2,6%. Bardzo smaczne i dalekie od chemicznych stworów typu Redd's.

niedziela, 13 maja 2012

Maus


Przez wielu uznany za najlepszy komiks wszechczasów. Art Spiegelman dostał za niego nagrodę Pulitzera. Maus. W dwóch zapierających dech tomach opowiada historię swojego ocalałego z Holokaustu ojca, przeplataną wątkami z własnego życia w USA. Komiks pokazuje Żydów jako myszy, Niemców jako koty, Polaków jako świnie itd. Jednak to dramaty i traumy ludzi w najgorszych chwilach ludzkości, a także turbulencje w późniejszym życiu dają temu dziełu wielką moc. Ludzie którzy myślą, że komiksy to bajki dla dzieci powinni sięgnąć po tą pozycje i przekonać się że nie tylko literatura bez obrazków potrafi opowiadać mrożące krew w żyłach historie.

Jo Nesbo - seria Harry Hole


Jo Nesbo. Moje wybawienie od czytelniczej nudy. To norweski pisarz, który stworzył fascynującą postać o której mowa w tytule tego posta. Harry Hole jest utalentowanym komisarzem policji w Oslo, specjalizującym się w zabójstwach. Do tego jest alkoholikiem, ma skomplikowane relacje ze światem, a sprawy którymi się zajmuje są zawsze mroczne, dziwne, pokręcone i przerażające.
Kryminały Nesbo to literatura silnie rozrywkowa, niezwykle wciągająca, dobrze napisana, nieschematyczna. Cholernie trudno zgadnąć kto zabił, bo historia jest zawsze pokazana z kilku perspektyw. Do tego gdzieś w tle, a czasem na chwilę na pierwszym planie - prywatne dylematy komisarza Hole. Wszystko razem - świetne.
Za pierwszą książkę z serii - "Człowiek-nietoperz" zabrałam się w połowie kwietnia. Od tego czasu nie mogę się oderwać i właśnie zaczęłam. Przede mną jeszcze jedna a później pozostanie niecierpliwie czekać na kolejne.
Polecam i ostrzegam, że jak już się zacznie, to trudno odpuścić. Wszystko co trzeba pod tym linkiem: wikipedia.

Superman: Red Son


Są książki które powinniście przeczytać i są komiksy z którymi trzeba zrobić to samo. Superman: Red Son jest jednym z nich. Historia, którą stworzył Mark Millar opowiada losy człowieka ze stali w alternatywnym świecie, gdzie kapsuła z Kal-El rozbija się nie w Kansas USA, tylko w Sowieckiej Rosji rządzonej przez Stalina. Gdzie nasz bohater staje się twarzą komunistycznej rewolucji, w szarym kostiumie z sierpem i młotem na piersi. Widzimy znane postacie w nowych rolach. Lex Luthor zostaje prezydentem USA, Batman jest anarchistą próbującym obalić idealny system stworzony przez Supermana a Green Lantern jest ostatnią nadzieją Amerykanów na pokonanie Rosjan. Jednak  największym osiągnięciem Millara jest pokazanie czy Superman, najbardziej prawy człowiek w kosmosie poradzi sobie z władzą absolutną jako dyktator połowy świata.


28. The Muppets

Stare, dobre Muppety. Bardzo fajny powrót do dzieciństwa, nie ma się do czego przyczepiać. 
A właściwie to jest jedna rzecz do czepiania. Z polskim dubbingiem to zupełnie inny film, po prostu kiepski. Nie dziwię się, że po obejrzeniu w kinie wiele osób było rozczarowanych. W związku z tym, że gardzimy dubbingiem, The Muppets obejrzeliśmy w jedynej słusznej wersji - oryginalnej. A ta jest świetna. W polskim tłumaczeniu wszystko, co dobre - ginie, głosy są fatalne, a piosenki żenujące. Dubbingowi mówimy stanowcze NIE. Muppetom - zawsze TAK.

27. This means war


Powiedzieć o tym filmie, że jest komedią romantyczną, to jak strzelić mu w pysk. Owszem, jest to komedia. Jest parę romantycznych momentów. Ale to jednak film o szpiegach walczących o tę samą kobietę, więc sceny walk, pościgów, wybuchów są TAAAAAKIE. Zaczyna się bez mała trzęsieniem Ziemi, a później też jest nieźle. Dwaj przyjaciele na śmierć i życie, agenci CIA, postanawiają się ustatkować. Niestety dość pechowo upatrują sobie tę samą dziewczynę na partnerkę. Postanawiają, że wygra lepszy. No i się zaczyna. Całe CIA zostaje postawione na nogi, żeby dowiedzieć się o niej wszystkiego, co może pomóc pogrążyć konkurenta. Sama wybranka świadomie umawia się z nimi jednocześnie, ale nie wie, że oni się znają. Poza tym panowie mają też prawdziwą robotę i muszą zlikwidować groźnego przestępcę. Cała historia w bardzo żwawym tempie zmierza do wiadomego finału, a po drodze jest masa świetnego kina akcji i bardzo wiele przezabawnych momentów. I wszystko dobrze się kończy :) W głównych rolach - idealni ludzie do tego scenariusza- Reese Witherspoon, Tom Hardy i Chris Pine.

26. Haywire

Totalnie rozrywkowy film: sensacja, pościgi, a w główną bohaterką jest piękna kobieta, która niemiłosiernie tłucze złych kolesi. Obsada zabójcza: w roli agentki CIA, która zostaje wrobiona w parę przykrych sytuacji- mało znana Gina Carano. Obok niej w różnym natężeniu: Michael Fassbender, Bill Paxton, Michael Douglas, Ewan McGregor i wiele innych znanych twarzy. Nawet Banderas się przewija. Przyjemny film na odstresowanie, a sceny bijatyk po prostu świetne.

25. Chronicle



Bardzo dobra historia o tym, jak się rodzi zły bohater. I znowu temat zajeżdżony w milionie produkcji, jednak tutaj pokazany bardzo świeżo, porywająco, niepokojąco. Generalnie klasyka: trzej chłopcy zostają wystawieni na wpływ jakiejś dziwnej energii, która sprawia, że nabierają mocy. Rosną w siłę, mogą kontrolować przedmioty i latać. Oczywiście wszystko jest super, aż do momentu kiedy jeden z nich (ten najmniej lubiany, wytykany palcami, samotny, z kiepską sytuacją w domu) robi postępy w zastraszającym tempie i do tego jest coraz bardziej wściekły na życie i ludzi. Całość brzmi znajomo, wiem.
Jednak co czyni ten film innym niż wszystkie to perspektywa, z jakiej historia jest pokazana. Poprzez kamerę. Główny bohater - ten najbardziej wściekły, wszystko kręci kamerą. Jeśli nie widzimy obrazu przez nią, to widzimy przez kamery przemysłowe: hotelowe, uliczne, sklepowe. Czasem przez ekran telewizora w jakimś domu. To podwójne szkło, które dzieli nas od bohaterów - TV w domu i kamera w filmie, naprawdę działa w ciekawy sposób na odbiór. Film jest dobry, mroczny, dziwny. A najbardziej straszne jest to, że pokazuje historię wielu psycholi. Tylko, że w dzisiejszych czasach zamiast super mocy mają karabin maszynowy. I jak im bardzo źle, to idą kogoś zastrzelić.
Polecam, naprawdę coś świeżego. Plus nieznani aktorzy, którzy robią wrażenie.

24. The Intouchables


Bardzo fajny, poruszający film i do tego zabawny. Historia przyjaźni bardzo bogatego, nieszczęśliwego, sparaliżowanego Paryżanina i biednego chłopaka, który jest jego rękami i nogami. Można się czepiać, że stereotypowo, że bogacz jest biały, a biedak czarny, i że temat oklepany. Jednak to nieprawda. Film w mądry i ciepły sposób pokazuje, że dla nas wszystkich ważne jest to samo: znaleźć trochę radości w życiu. Tematyka jest trudna, ale pokazana lekko, bez zadęcia, bez lania łez. Jeden facet jest sparaliżowany i choć ma masę kasy nie odwróci tego. Nie ma na nic ochoty i nic go nie bawi. I nagle zjawia się ten drugi - nieokrzesany, nie przyzwyczajony do luksusów. I traktuje swojego sparaliżowanego szefa normalnie, co samemu szefowi bardzo odpowiada. Wspólnie znajdują w tym wszystkim sens i każdy staje się przez tę relację bogatszy i mądrzejszy. Koniec filmu jest pełen nadziei i optymizmu. I jak się okazuje, to faktycznie życie pisze najlepsze scenariusze - produkcja ta jest oparta na faktach.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Sherlock Holmes by Arthur Conan Doyle

Sherlock Holmes jest popularny odkąd pamiętam. Pamiętam czytanie książek w dzieciństwie, jakieś seriale. Najbardziej oczywiście mam w świadomości Sherlockowe szaleństwo, które dzieje się teraz. Przy okazji dwóch filmów Guy'a Ritchie- jednego bardzo dobrego i drugiego bardzo słabego. I przy okazji dwóch sezonów genialnego brytyjskiego serialu.
Postanowiłam sięgnąć po książki i zobaczyć jaki Sherlock jest naprawdę. Póki co przeczytałam bardzo uważnie i w oryginale 4 pierwsze książki autorstwa Conan Doyle'a i jestem pod totalnym wrażeniem. Sherlock narodził się w głowie autora w 1886, a rok później została wydana pierwsza książka - Study in Scarlett. Po niej The Sign of Four, The Adventures of Sherlock Holmes, The Memoirs of Sherlock Holmes. Moim zdaniem książki o Sherlocku są po polsku okrutnie niestrawne, język został w XIX wieku i bardzo rzutuje na odbiór. Wersja angielska momentami bywa "starożytna", ale melodia, składnia, to wszystko jest prawie takie jak teraz.
Niesamowita sprawa, że Doyle stworzył w tamtych czasach TAKĄ postać. Lubiącego opium dziwaka, stroniącego od przyborów toaletowych, zamkniętego w swoim świecie, traktującego ludzi z dystansem, socjopatę, świra skoncentrowanego na rozwiązywaniu zagadek. Nie dziwi mnie fascynacja reżyserów tą postacią, bo ma niesamowity potencjał. Wszystkie opisane historie pokazują niezrównany umysł Holmes'a, jego uwielbienie detali i dziwności. Taki właśnie, idealnie "wyjęty" z książki jest Sherlock z serialu BBC, a reżyser bardzo umiejętnie i z wyczuciem bawi się historiami z książki adaptując je do dzisiejszej rzeczywistości, jednak nie zmieniając przesłania, ani rozwiązań.
Póki co w literaturze zatrzymałam się właśnie tam, gdzie serial i film - na śmierci głównego bohatera. Teraz mała pauza - co za dużo, to niezdrowo. Jednak wrócę na pewno. I believe in Sherlock Holmes.

piątek, 6 kwietnia 2012

Cztery seriale

Im w kinie słabiej tym w serialach większy wybór. Okazuje się, że można zrobić wiele ciekawych rzeczy w tym formacie. Jesteśmy zachwyceni „Lutherem”, „Sherlockiem” i „Grami o tron”, to są wisienki na torcie. Jednak poza nimi są też seriale robione na lżejszą nutę, ale też ciekawe. Można się przy nich dobrze bawić, nasycić wzrok, pośmiać i pooglądać dobrych aktorów.

W kategorii wzrokowej z pewnością wygrywa „Pan Am”. Piękne stewardessy, luksusowe samoloty i tajni agenci w tle. Naprawdę warto obejrzeć, bo wszystko tam jest dopracowane w najmniejszych szczegółach. Stroje, dekoracje, makijaże... Zachwycające. Miło dla odmiany popatrzeć na czasy gdy kobiety były kobiece, a mężczyźni szarmanccy. Scenariusz kręci się wokół linii lotniczych i intryg szpiegowskich i nie jest może najwyższych lotów, ale na miłą rozrywkę nadaje się świetnie. Dotychczas powstał jeden sezon, a losy drugiego się ważą.

The Cape. Serial bardzo niszowy i z założenia skierowany do konkretnej grupy odbiorców – fanów komiksów. Wszystko tu jest przerysowane prawie do granic, bohaterowie są MEGA bohaterscy, a złoczyńcy BARDZO ŹLI. Jak się to ogląda, to jakby oglądać ruchomy komiks osadzony we współczesnym świecie. I to jest wielka zaleta tej produkcji. Totalny odlot w połączeniu z klasyczną komiksową historią – główny bohater zostaje oskarżony o popełnienie bardzo poważnego przestępstwa. Ktoś próbuje go też zabić, co się nie udaje, jednak on wykorzystuje okazję i „umiera”, dla świata, aby odrodzić się właśnie jako tytułowy The Cape i walczyć ze złem. Boskie:) Trzeba do tej historii podejść na totalnym luzie i z przymrużeniem oka, wtedy można się naprawdę dobrze bawić. Niestety, nakręcono tylko jeden sezon i więcej nie będzie.

Lilyhammer. Norwesko-amerykańska produkcja. Świetna historia amerykańskiego mafioso, który „sprzedaje” swojego szefa policji i w związku z tym musi zostać objęty programem ochrony świadków. Na miejsce do rozpoczęcia nowego życia wybiera Lillehammer (błąd w tytule jest celowy, to po prostu jego wersja nazwy). Zabawne jest zderzenie dwóch światów: człowieka temperamentnego, przyzwyczajonego do kasy i wystawnego życia ze spokojną, wiejską społecznością. Mafioso robi tam prawdziwą rewolucję, zaskarbia sobie na różne sposoby sympatię ludzi i szturmem podbija miasteczko. Rewelacyjny jest aktor w głównej roli - Steven Van Zandt (znany fanom „Rodziny Soprano” i Bruce'a Springsteen'a, w którego zespole gra na gitarze). Póki co powstała jedna seria.

Episodes. Pamiętacie „Przyjaciół” i Joey'a? Główną rolę w Episodes gra właśnie Matt LeBlanc, jednak jest to totalnie inna postać. Serial jest genialny i jego urok też polega na zderzeniu dwóch światów: tym razem amerykańskiego i brytyjskiego. Punktem wyjścia jest impreza – wręczenie nagród za najlepsze brytyjskie seriale. Po raz kolejny wygrywa małżeństwo scenarzystów, które napisało serial o ekskluzywnej szkole z internatem. Zagaduje ich amerykański producent, zaprasza do LA, do pięknej willi i prosi o zaadaptowanie scenariusza na amerykański rynek. I od tego momentu zaczyna się koszmar i cała zabawa. Cudnie pokazana jest brytyjska powściągliwość, amerykańska prostota i zgrzyty z tego wynikające. A wspomniany LeBlanc przeuroczy. Druga seria wkrótce.



16.-23. Różności obejrzane ostatnio

Jesteśmy głęboko rozczarowani filmami, które ostatnio oglądaliśmy, dlatego tak trudno je recenzować. Nazbierało się tego wszystkiego osiem sztuk. Siedem na zdjęciach.

Żelazna Dama. O tym dziele już chyba wszystko zostało napisane. Meryl Streep dostała Oscara, brawo. Film jednak tylko ślizga się po temacie. Thatcher była wyjątkową postacią, i nie dane było widzowi zgłębić jej osobowości ani do końca tego, co ją ukształtowało. Szkoda. Streep rewelacyjna, ale film taki sobie. Przereklamowany.

Kret. Polski film, o zwyczajnej rodzinie, mieszkającej w zwyczajnym mieście i prowadzącej zwyczajne życie. Tematem przewodnim jest historia ojca, który zostaje na łamach gazet oskarżony o współpracę z SB w ważnej sprawie. Wypiera się tej współpracy, ale atmosfera wokół niego jest nie do zniesienia. Wpływa to też negatywnie na jego dorosłego syna, trochę na jego związek. Relacje w tej rodzinie nie są bardzo proste. A sama historia też ma drugie dno. Film jest przygnębiająco realistyczny i pokazuje Polskę taką, jaka jest – brudną, smutną, żmudną. Zakończenie zaskakujące, ale od czapki trochę. Mimo wszystko warto obejrzeć, ale można doła zapałać.

Underworld Awakening. Żenujące ponad godzinne próby zebrania do kupy jakichś idiotycznych wampirzych historii. Trudno to nazwać filmem. Przydługa reklama, tylko nie wiadomo czego.

Ghost Rider 2. Po 20 minutach został odłączony. Poziom absurdu i kiepskich dialogów przekroczył wielokrotnie dopuszczalne limity.

Listy do M. Ten film jest ładny, przyjemny, nic nie udaje i nie jest durny. Pozytywne zaskoczenie.Tylko mało zabawny. Do „Love actually” sporo mu brakuje, ale nie jest źle.

Igrzyska Śmierci. Początek świetny, naprawdę ciekawy, mocny i trzymający w napięciu wstęp. Jest potencjał. Do momentu w którym zaczynają się tytułowe Igrzyska. Wtedy zaczyna być żenująco, amerykańsko, słabo i dłużyzny. Za co ten film zbiera tak entuzjastyczne recenzje trudno stwierdzić.

Najlepsze z tego wszystkiego były Listy do M. i Żelazna Dama, na swój sposób i w swojej kategorii. Żaden jednak z wyżej wymienionych nie miał całego pakietu, czegoś brakowało, a większość była po prostu słaba. Sytuację uratowały dwa filmy w teorii dla dzieci.

Przygody Tin Tina. Epicko zrealizowana historia przygód młodego detektywa i jego psa. Wciągający scenariusz, świetna animacja, dobra muzyka, wartka historia. Do tego dobro zwycięża i jest zabawnie. Te animowane postaci mają w sobie więcej życia niż wszystkie z filmów dla widzów dorosłych.

The Cat Returns. Uroczy film rysunkowy studia odpowiedzialnego za stworzenie Totoro. Główną bohaterką jest dziewczyna, która w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności staje się obiektem zainteresowania kociego królestwa i zostaje tam porwana. Historia jest oczywiście niewinna i urocza, niesie ze sobą uniwersalne prawdy, jest przepięknie narysowana. Nie ma opcji żeby później nie było człowiekowi błogo i miło.



czwartek, 1 marca 2012

13. -15. Three Musketeers; Tower Heist; Immortals


Coś lekkiego do obejrzenia.

Trzy filmy ostatnio obejrzane mogą spokojnie nosić tę etykietę. To znaczy mogły nosić przed obejrzeniem, bo po- nie zawsze:)

Najlepszym z powyższych filmów okazała się kolejna wersja Trzech Muszkieterów. Bardzo dobrze obsadzony film, ładnie nakręcony, zabawny, sympatyczny. Wszystko generalnie wiadomo, więc ogląda się bezstresowo. Jednak jako popcornowa rozrywka świetnie się sprawdza. Warto obejrzeć choćby ze względu na Orlando Bloom'a, który tutaj gra czarny charakter, ale bardzo zabawnie przerysowany. Wisienką na torcie jest Christoph Waltz, który ma straszno- komiczny sposób bycia i grania, jeśli jest taka potrzeba. A tu była – grał Kardynała Richelieu.

Tower Heist to komedia o tym, jak to trzech cieciów postanawia odzyskać kasę skradzioną przez szefa. Ponownie mocną stroną filmu są aktorzy, bo historia jest przewidywalna, jednak też pozostawia miłe wrażenie. Można przy tym filmie spokojnie wypić piwko, trochę się pośmiać, jest ok. W rolach głównych Ben Stiller i Eddie Murphy.

Immortals... Oczekiwaliśmy super mordobicia i wizualnych wrażeń na najwyższym poziomie. Poddaliśmy się po 30 minutach. Zamęczeni kiepskim scenariuszem, zerową akcją i obrazkami w stu procentach wygenerowanymi przez komputer.

niedziela, 5 lutego 2012

12. Drive



Ten film mnie zahipnotyzował. Dialogów jest w sumie mało, w tle gra muzyka - czasem dziwna, czasem zaskakująca, akcja toczy się bardzo wolno. Im dłużej film trwa, tym robi się dziwniej i bardziej brutalnie. Głównym bohaterem jest kierowca-kaskader, który za dnia pracuje na planach filmowych, a w nocy wozi przestępców-pomagając im uciec z miejsca kradzieży. Ryan Gosling jest w tej roli perfekcyjny - za kółkiem maksymalnie skupiony, nigdy nie traci kontroli, ani zimnej krwi. W pracy i życiu - oszczędny w słowach, minimalista we wszystkich możliwych aspektach. Zmiana w jego uporządkowanym życiu przychodzi wraz z kobietą - cichutką sąsiadką, która ma syna i chwilowo radzi sobie w życiu sama, bo mąż jest w więzieniu. Kierowca wikła się w dziwny układ, nie przewidując ceny do zapłacenia, a ta jest bardzo wysoka. Druga połowa filmu to coraz większe komplikacje, mało słów - dużo krwi i łamanych kości, koniec nie przynosi oczekiwanego rozwiązania, happy endu, podsumowania. Warto jednak obejrzeć Drive, bo naprawdę wciąga. Jest niepokojąco inny, dziwny, smutny, straszny, ciekawy.


11. Anonymous


Czy Szekspir aby na pewno był autorem tych wszystkich dzieł, które są mu przypisane? To pytanie nurtuje wielu, także reżysera Anonymous. Film, osadzony w czasach, gdy sztuki Szekspira robiły szał w Londynie i wrażenie na królowej, usiłuje odpowiedzieć na to pytanie. Podsuwa nawet rozwiązanie zagadki, wyjątkowo idiotyczne. Film jest niestrawny. Nie do końca wiadomo, kto jest kim (wszyscy mają lekko żółte i kręcone włosy), retrospekcje są dobijająco chaotyczne, a facet, który gra Szekspira to jakiś idiota. Mocną stroną filmu są sceny w Globe, świetnie pokazana jest reakcja publiczności, ponadczasowość dzieł Szekspira, niezwykłość teatru. Jednak te sceny-perełki giną w ogólnej nijakości tej produkcji. Nie polecamy.

środa, 25 stycznia 2012

aliensgroup.pl

Dziś dostałem od Hedonistki w prezencie figurkę Ezio Auditore z gry Assasin's Creed: Brotherhood. Tak jestem z niej zadowolony, że chciałbym wam polecić sklep w którym Hedonistka go nabyła, czyli www.aliensgroup.pl .Wcześniej kupiliśmy tam figurki Freddiego Mercury'ego i Jacka Sparrow'a. Chłopaki specjalizują się w sprzedaży figurek kolekcjonerskich różnej maści. Począwszy od postaci z gier i komiksów, na gwiazdach sportu i estrady kończąc. Znajdziecie tam figurki na każdą kieszeń - od 30 zł po grube tysiące i od mierzących kilka centymetrów po wielkości człowieka. Wszystkie pieczołowicie wykonane, co widać na przykładzie Ezio. Szybka przesyłka i towar w 100% idealny. Gorąco polecam!

niedziela, 22 stycznia 2012

10. Rzeź


Rewelacyjnie obsadzony film, który świetnie się ogląda. Kate Winslet, Jodie Foster, Christoph Waltz i John C. Reilly spotkają się, aby omówić przykry incydent w który zamieszane są ich dzieci. Rozmowa, z początku bardzo rzeczowa i kulturalna przeradza się w słowną masakrę, pełną wyrzutów, celnych spostrzeżeń, złośliwości i przytyków. Mimo tego, że akcja dzieje się w jednym pokoju, a jedyne czego można się "uczepić" to dialog - nie ma mowy o nudzie. Do tego film jest krótki, więc nie ma bezsensownych i bezcelowych dłużyzn. Reklamowany jest jako komedia, ale tak naprawdę to dość smutna refleksja na temat życia i związków, a także dzieci. Choć są momenty bardzo zabawne. Polecamy!

9. Happy Feet 2


Puszyste pingwiny o najróżniejszych temperamentach, które śpiewają nawiększe hity - czego chcieć więcej? Ten film to balsam na skołatane nerwy, jest ciepły, miły, fajny, kolorowy i okraszony cudowną muzyką. Poza pingwinami pojawiają się też inne postaci - jak na przykład przezabawne kryle, które mówią głosami Brada Pitta i Matta Damona. Obsada jest - podobnie jak w części pierwszej - gwiazdorska i bardzo dobrze trafiona - mówi i śpiewa Pink, do tego Elijah Wood, Robin Williams i wielu innych znanych i lubianych. Warto, dla podniesienia poziomu optymizmu we krwi.

środa, 18 stycznia 2012

8. Dziewczyna z tatuażem

Znowu bez szału. To nie jest zły film, ale żeby był zaraz super dobry... Jest ok, ale to za mało. Poza tym jest kalką serialu. Oczywiście serial jest kalką książki, jednak jest dokładniejszy, bardziej mroczny, ponury, okrutny. W amerykańskiej wersji przemoc jest umiarkowanie obrzydliwa, Lisbeth umiarkowanie porąbana, Mikael umiarkowanie pogubiony. Trochę niejasno i pobieżnie określone są ramy czasowe, za mało jest wglądu w historię postaci. Samo śledztwo też jest pokazane w dużym skrócie myślowym, a to ważna część tej historii, wokół niej wszystko się kręci. Poza tym reżyser trochę za daleko się posunął sugerując jakieś ciepłe uczucia między głównymi bohaterami, jakby Lisbeth miała choć kawałek serca. Wydaje mi się, że jak się czytało książkę i oglądało serial, to trzecia wersja tej samej historii trochę nuży. Właściwie po samym serialu też... Gdybym przyznawała nagrody, to książka wygrywa, serial jest drugi, a film... Na drugą i trzecią część chyba nie ma sensu iść do kina, już to gdzieś widzieliśmy...

wtorek, 17 stycznia 2012

Sherlock BBC seria 2

Poprzedni sezon tego świetnego serialu BBC był wyświetlany w połowie 2010 roku, długo więc było trzeba czekać na powrót szalonego Holmesa i wyważonego Watsona. Ale osłodzili każdą minutę tego czekania, więc zostaje im wybaczone.
Podobnie jak pierwsza seria, numer dwa składa się z trzech półtoragodzinnych odcinków. Obsada pozostała niezmieniona, akcja nadal dzieje się w Londynie (i okolicach), a każdy z odcinków nawiązuje do dzieł Conan Doyle'a, choć nie w sposób dosłowny. Serial bije film na głowę (właściwie są to trzy pełnometrażowe filmy, a słowo "serial" zupełnie nie oddaje powagi tego dzieła;). Tutaj Sherlock jest socjopatą, głodnym kolejnej sprawy, mózg mu pracuje nawet jak śpi. Jest dziwny, nie przystaje do świata i społeczeństwa, a bycie detektywem to całe jego życie - prywatne i zawodowe. Nie ma żadnych bijatyk, jest tylko analiza, chłodna ocena i wnikliwa obserwacja. Ten serial jest po prostu niesamowicie dobrze zrobiony i zagrany, polecamy baaaaaaaaardzo!

niedziela, 15 stycznia 2012

7. Johnny English: Reborn

Johnny English powrócił z Rolls'em Phantomem, zestawem głupich min i rażącym brakiem umiejętności w zakresie wyciągania właściwych wniosków. Można się pośmiać, ale w sumie to nie za bardzo. Mógł nie wracać.

6. The Ides of March

Idy marcowe nie są szczególnie odkrywczym filmem, jednak dobrze zagranym, sprawnie nakręconym i na tyle interesującym, że nie zerka się nerwowo na zegarek. Reżyserował George Clooney, który gra polityka dążącego do bycia prezydentem USA. W przededniu ważnych prawyborów jego sytuacja zaczyna się komplikować - sprzymierzeńcy przychylają się bardziej do kontrkandydata, na światło dzienne wyciągnięte zostają błędy z niedalekiej przeszłości, a w jego własnym sztabie też nie jest wesoło. Asystenta głównego bohatera gra Ryan Gosling (dla odmiany w czymś poważnym - pokazał, że potrafi coś więcej niż tylko rozdawać uśmiechy na prawo i lewo). Generalnie film totalnie polityczny, mega amerykański, ale warto go obejrzeć. I plakat promujący jest świetny!

5. Szpieg


Zasiedliśmy do oglądania tego filmu skuszeni pianiem z zachwytu we wszystkich możliwych recenzjach. Nie dołączymy jednak do chóru entuzjastów, gdyż film znudził nas niemal śmiertelnie. Nie pomogła doborowa obsada, piękna muzyka, genialny sposób filmowania i świetne wnętrza. Było nudno jak flaki z olejem. I choć wizualnie to może i nawet jest arcydzieło, to nie wystarczy. Przerost formy nad treścią, przerost zachwytów nad jakością.

czwartek, 12 stycznia 2012

4. Sherlock Holmes: A Game of Shadows


Czekaliśmy na tę premierę niezwykle podekscytowani, bo pierwsza część Sherlocka była strzałem w dziesiątkę. Niestety, film sprawił nam zawód na całej linii.


A miało być tak pięknie. Drugą część także reżyserował Guy Ritchie, można się więc było spodziewać dobrych i ciekawych rzeczy. Obsada - w dalszym ciągu doborowa - Robert Downey Jr., Jude Law, w roli brata Sherlocka - Stephen Fry, w epizodycznej rólce - Rachel McAdams i w głównej kobiecej roli - Noomi Rapace (znana z ekranizacji Trylogii Millenium). Historia też zapowiadała się interesująco - na horyzoncie pojawia się konkurencja dla bystrego umysłu Holmesa - okrutny i inteligentny Profesor Moriarty, który chce podbić świat i trzeba mu w tym przeszkodzić. I to by było na tyle, koniec ekscytacji.

Zaskakuje kompletny brak chemii między Sherlockiem i Watsonem, choć w poprzednim filmie aż kipiało i można było boki zrywać z ich błyskotliwych dialogów. No i to w końcu ci sami aktorzy. A relacja na ekranie zupełnie inna. Poprzednia część bardzo skupiała się na procesie myślowym głównego bohatera, jego umiejętności analizowania i wyciągania wniosków. Tutaj Sherlock głównie używa siły mięśnia, nadal eksperymentuje na psie Watsona i sprawia wrażenie jakby go to wszystko przestało bawić.

Dobijającym kwiatkiem do kożuszka jest Noomi Rapace - suche drewno bez seksu, grające Cygankę poszukującą brata, związanego tajemnym paktem z Moriatrym. Noomi ciągle wygląda jak marna kopia Jacka Sparrowa (ma nawet podobny kapelusz, litości) i ma zestaw dwóch wyrazów twarzy, którymi "gra". Sam James Moriarty, prezentowany jako okrutny geniusz jest odpychający, ale na pewno nie przerażający. Ostatnim razem czarny charakter grał Mark Strong, wystarczyło, że spojrzał, a już człowiek czuł się niepewnie. Na Jareda Harrisa, grającego oponenta Holmesa ciężko się patrzy i jest nieprzekonujący. Naprawdę jedyną uroczą osobą w tym całym zgiełku jest McAdams, ale to naprawdę epizod, pięć minut, i Stephen Fry - też daje radę.

Tak generalnie - porażka. Z opowieści o chłodnym, analitycznym umyśle i nieposkromionej inteligencji zrobiono film akcji taki jak wszystkie, i nawet Downey Jr. nie pomógł, a szkoda.

Na koniec dodam tylko, że jest taka jedna scena, która wynagrodziła mi trochę gorzki zawód - ucieczka przez las, często prezentowana w zajawkach. W filmie trwa kilka minut, i jest majstersztykiem, gdzie widać oko i rękę Guya Ritchie. Jednak jak na dwugodzinny film to zdecydowanie za mało Ritchiego w Ritchiem.

Niestety - nie polecamy.

piątek, 6 stycznia 2012

3. The Inbetweeners Movie

Film jest inspirowany serialem. To historia czterech, totalnie nieprzystosowanych społecznie przyjaciół, którzy celem odreagowania czasu spędzonego w liceum udają się na egzotyczną wycieczkę. Mają jasno określony cel: dupy, chlanie i zajebista zabawa. Wychodzi różnie, ale widz generalnie ma milion okazji żeby rżeć ze śmiechu, bo chichot to za mało na ten film. Jest oczywiście momentami chamski, głupi i obrzydliwy, a poszukiwania partnerek są hardkorowe, ale i tak w podsumowaniu wychodzi bardzo na plus. Do tego chłopcy są Brytyjczykami, a więc i żarciki są na bardzo wyjątkowym poziomie. Jest lekko, chamsko i zabawnie - coś jak Tropic Thunder, tylko obsada młodsza. Nadaje się na totalną wyluzkę. Uwaga na realistyczne sceny imprezowe :)

2. Being Elmo


Film dokumentalny, wzruszający, ciepły, inspirujący. Opowiada historię cichego bohatera- Kevina Clasha, który jest animatorem marionetek, które znamy z dzieciństwa. Przede wszystkim jest osobą, która animuje Elmo - słodziaka znanego z Ulicy Sezamkowej. Dzięki temu filmowi poznajemy jego drogę na szczyt i to jak spełnił swoje marzenia - jako dzieciak szył i animował swoje własne zabawki, a jako młody chłopak poznał ludzi na których zrobił wrażenie swoim uporem i determinacją. I tak zaczęła się jego prawdziwa kariera - pracował z Frankiem Ozem, Jimem Hensonem, a dziś reżyseruje Ulicę Sezamkową, o czym zawsze marzył. No i jeździ po świecie z Elmo- na całym świecie ten stworek budzi w dzieciach absolutny zachwyt. Gdyby nie Kevin Clash, byłby tylko zwykłym pluszakiem, bez głosu, bez charakterystycznych gestów.
Being Elmo jest bardzo ciekawy, także z tego względu, że pokazuje pracę lalkarzy "od kuchni", mówi o osobach, które zaczęły produkcje tego typu, pokazuje jak ten biznes działa dziś, a jak wyglądał kiedyś. A poza tym, dla nas osobiście, jest cudowną podróżą do czasów dzieciństwa, gdy z oczami jak spodki oglądało się "The Muppets" i "Ulicę Sezamkową". I piękną opowieścią o marzeniach, które się spełniają. Niejedna łza kręci się w oku. Bardzo optymistyczny, fajny film.

1. Real Steel

Solidny, rozrywkowy film z wątkiem ojciec-syn, ale strawnym. W bliskiej przyszłości rozrywką są walki robotów. Główny bohater jest zapalonym fanem tej dyscypliny - gra go Hugh Jackman. Oczywiście ma z tym same problemy, traci na to mnóstwo kasy, a ostatni sukces jaki odniósł był wtedy kiedy sam boksował - naprawdę, bez pomocy maszynerii. Dodatkowo, w niezbyt szczęśliwym dla niego czasie, zostaje obarczony tymczasową opieką nad swoim synem, którego olał tuż po narodzinach. Film jest przewidywalny, obliczony na to, żeby robić wrażenie techniczne (walki robotów:super!!!) i wycisnąć łzę lub dwie za pomocą scen pokazujących rodzącą się między synem i ojcem więź. Ale i tak ogląda się to dobrze, Hugh Jackman rozjaśnia ekran swoją pogodną osobowością, dzieciak, który mu partneruje też jest fajny, a cała strona graficzno-efektowa jest zajebista. I konkluzja jest pocieszająca: postęp postępem, ale trochę serca jest potrzebne. Polecamy!