poniedziałek, 2 maja 2011

45. Thor


Uwielbiamy filmowe adaptacje komiksów, więc pójście na film „Thor” było oczywiste. Nie dane nam było zobaczyć go w starej, dobrej technologii 2D, za którą bardzo tęsknimy. Otrzymaliśmy niewygodne okulary, rozsiedliśmy się w fotelach i zaczęło się.

Reżyser bardzo się gimnastykował, żeby streścić ponad 50 lat zawiłego komiksu w ciągu dwóch godzin. Zaowocowało to pobieżnym skakaniem po najróżnorodniejszych wątkach. Film pokazuje dwa plany – współczesne USA i siedzibę skandynawskich bogów. Bohater całej historii zostaje pozbawiony mocy i zesłany na Ziemię, w dużym skrócie mówiąc. W domu zostawia zazdrosnego brata i zdenerwowanego ojca, oraz grupkę przyjaciół.

Na Ziemi ląduje na samochodzie uroczej pani astrofizyk i niestety, ale ten wątek jest boleśnie eksploatowany. W głównej roli kobiecej ziemskiej występuje Natalie Portman. Może akurat miała dwa dni wolnego i ktoś ją tam wcisnął, żeby podnieść sprzedaż, bo generalnie mogło się obyć i bez niej.

Thor na Ziemi szuka nie wiadomo czego, niby jest nieokrzesany, ale generalnie nic go nie dziwi, nawet piwko w barze wypije. W boskiej siedzibie wkłada czerwoną pelerynkę i robi za mocnego w gębie i nie tylko.

Podsumowując – jeśli ktoś czytał komiksy to pewnie się połapie w mnogości skoków myślowo-przestrzennych. Jeśli ktoś nie czytał, to nie dostanie nic. Film nie ma właściwie żadnej fabuły, 3D jest beznadziejne, i jeżeli ktoś uważa, że komiksy są głupie (choć nie są!) to niestety się w tym utwierdzi... Pozostaje czekać na kolejne zapowiadane adaptacje, które być może pozwolą puścić ten chłam w niepamięć. O aktorach nawet nie wspominam. Portman karierę już zrobiła, reszta pewnie skończy na tym filmie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz