poniedziałek, 21 lutego 2011

23. Winter's bone


Co za beznadziejny film. Krytycy pieją z zachwytu, a my po seansie jesteśmy zdziwieni, że coś takiego w ogóle zostało zauważone (jakim cudem trafił do 10-ciu nominowanych? naprawdę nie było nic ciekawszego? NIC?). Wizualnie nudny jak flaki z olejem. Ciemno, zimno, brudno, bieda i rdzewiejące samochody. Fabuła? Trudno powiedzieć, o czym jest ten film. Jak dla nas- o niczym, totalnie. 17-latka żyje sobie z rodzeństwem i chorą matką na jakieś zapadłej amerykańskiej wsi, z trudem wiąże koniec z końcem, w międzyczasie szuka ojca-ćpuna, który musi się stawić do jakiegoś sądu, żeby jej nie zabrali domu (eeeee, co?). Kogolkolwiek zapyta o ojca - przegania ją jak kundla, straszy, a czasem nawet bije. Postaci jest sporo, wszyscy porąbani, nikt nie może się pochwalić kompletem uzębienia ani czystymi włosami. O obejściu żal wspominać. W sumie to chyba wykorzystali jeden dom i trzy rozpadające się ciężarówki do nakręcenia całego tego wybitnego dzieła. Jedna godzina czterdzieści minut nudy do n-tej potęgi. W bonusie kilka mega nielogicznych scen (dziewczyna ma las i umie polować, a nie ma co jeść, hell yeah!). Podobnie jak zachwyty nad filmem niezrozumiałe są zachwyty nad odtwórczynią głównej roli- poproszę brudne gumofilce i kraciastą koszulę, też dam radę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz